RSS
 

polski 5

25 lut

czwartek, dzien 23
Wielki Post, dla siostr praca jak co dzien. Obserwuje je w kuchni, nikt nie wydaje polecen, czasem nawet kucharek z 6, a mimo to obiad zawsze jest w pore, nikt nikomu w droge nie wchodzi. Czas na nasze kolejne pranie, na sloncu i wietrze wszystko schnie blyskawicznie – przywiezlismy tu tylko rzeczy konieczne po kilka sztuk. W pralni mala niespodzianka – spotykamy siostre Lenke jak pierze sobie recznie ubranie. W kuchni tez czesto zmywa po siostrach lub gotuje wraz z nimi. Zatem maestra pracuje jak wszyscy inni.  Ma ona ogromne wsparcie w s. Maricy (o ktorej juz pisalem), sposrod pozostalych siostr jeszcze s. Liz (jedyna biala, daleka potomkini mormonow z USA, ktorzy tu niegdys byli, zostawili liczne potomstwo i wyjechali, juz w wieku 13 lat podjela decyzje o wstapieniu do zgromadzenia) potrafi prowadzic samochod, pozostale nie podejmuja waznych decyzji, nawet w najprostszych zakupach konsultuja sie z maestra, ale maja duza samodzielnosc w pracy misyjnej i tu sprawuja sie doskonale. Zawsze jak jestesmy na mszy znak pokoju przeciaga sie niezwykle dlugo – kazdy probuje dotrzec do kazdego, najczesciej nie jest to zwykle podanie dloni ale serdeczne objecie ramionami i pocalunek – siostry pocalunkiem witaja sie juz wczesniej ze starszymi mieszkancami wiosek, przytulaja garnace sie do nich dzieci. U nas na misji tez usciskow i przytulen cale mnostwo. To z pewnoscia „dziedzictwo” naszych siostrzyczek. W kosciele w Santa Anita s. Sandra przedstawia nam swoja mame, a po chwili tate – okazuje sie, ze jest stad wlasnie, a s. Anita to jej rodzona siostra – poza tym jeszcze jedna z jej siostr przylaczyla sie do zgromadzenia Cristo Misionero Orante i obecnie pracuje w Cuence – rzeczywiscie, spotkalismy tam kogos o bardzo zblizonej urodzie…

Karina i Araceli

piatek dzien 24
Zmiana planow, czesty to tutaj przypadek, ale wiele rzeczy dzieje sie wokol i nie wszystko jest sie w stanie nawet z wyprzedzeniem 1 tygodnia zaplanowac. Tak jak uprzednio zamiast do Tulcan na granicy z Kolumbia pojechalismy do Esmeraldas, tak teraz odkladamy wyjazd do Tulcan po raz kolejny. W sobote za to dotrzemy na slynny targ w Otawalo.

Po poludniu troche czasu na lekture. „Opinie o Jezusie” V. Messoriego (wyd. pol. z roku 1994), jedyna ksiazka, jaka z soba przywiozlem. Rzecz niezwykle ciekawa, mimo ze tlumaczenie w wielu miejscach niestety wrecz niezrozumiale.
Fragment o Wolterze, „niezrownanym mistrzu logiki w demaskowaniu wykoslawien chrzescijanskich, obroncy swiatla rozumu przeciw obskurantyzmowi pochodzenia biblijnego, utalentowanym, piszacym z werwa przeciwniku kosciola.” W jednym ze swych artykulow Wolter osmiesza wierzacych, tych prostakow, ktorzy posrod mnostwa innych absurdow wierza rowniez ewangeliom sw. Mateusza jak i Lukasza. Otoz obie przynosza genealogie „Jozefa, meza Maryi, z ktorej narodzil sie Jezus zwany Chrystusem.”

Jednak, podczas gdy Mateusz wylicza tylko 42 prodkow, Lukasz podaje ich az 56. W dodatku przodkowie w obu tych przekazach mocno sie nie zgadzaja. Pomieszanie niemozliwe do pogodzenia – zauwaza filozof. Jak przypisac minimum wiarygodnosci historycznej tym tekstom, ktore od samego poczaku tak sie ksztaltuja?

Otoz przede wszystkim – pisze Messori – zaden specjlista w zakresie studiow chrzescijanskich nie bedzie udowadnial, ze owe „genealogie” nalezy traktowac zgodnie z nasza koncepcja historii. Maja one znaczenie nade wszystko teologiczne i symboliczne. Dalej jednak nastepuje dla mnie znacznie ciekawsze!

„Zauwazmy – pisze Messori – ze Wolter piszac o Ewangeliach byl b. wyrozumialy, biorac na zab jedynie genealogie u Mateusza i Lukasza. Co z napisem nad krzyzem Jezusa, co z kazaniem na gorze (jak jest u Mateusza), albo „na dole” (jak jest u Lukasza)?”

Mimo, ze nie dotycza (te roznice) spraw o podstawowym znaczeniu dla interpretacji zycia Jezusa, sa one tak liczne, ze wierzacy z pewnoscia nie czekali na Woltera , aby je dostrzec i przezyc – czesto w sposob dramatyczny jako dojmujacy niepokoj. – pisze Messori. (O tym jednak Voltaire w swej skad inad uzasadnionej pysze nie wie i nie chce pewnie wiedziec).

I dalej Messori odnosi sie do „ewangelii” sw. Piotra, powstalej juz w 150 r. po Chr. (obecnie uzawanej jako apokryf), gdzie probuje sie wlasnie wymazac te roznice , podaje tez tekst z roku 170 po Chr, zwany Diatessaron (dosl: poprzez cztery), gdzie inny pisarz chrzescijanski Tacjan uznal za stosowne zespolic w jedno zle zharmonizowane glosy 4 ewangelistow  i zaproponowal jednolity tekst. Z powodu tej niedogodnosci kosciol pierwotny przezyl naprawde b. powazny kryzys, gdy Marcjon zaproponowal wybranie tylko jednego z czterech tekstow – i zdecydowal sie na Lukasza. Kosciol wolal byl dopuscic do schizmy niz zgodzic sie na ow – wydawaloby sie b. logiczny – punkt widzenia zwolennikow Marcjona.

Jesli zatem na poczatku chrzescijanstwa jest tylko jakas nieokreslona materia, ktora mozna dowolnie przeksztalcac – jak chcial tego Francuz i jego uczniowie – jak wyjasnic tego typu absurdalne zachowanie sie Kosciola pierwotnego? Po coz Kosciol mialby wytworzyc te 4 niezgodne teksty, potem je rozpowszechnic i za wszelka cene (nierzadko schizmy) ich bronic? Dlaczego – korzystajac z tego, ze Jezus niczego nie zostawil na pismie, nie poprawiono tych tekstow, by zapewnic ich ostateczna zgodnosc? Jedynym rozsadnym wnioskiem wydaje sie byc ten, ze na poczatku musialo zaistniec prawdziwe wydarzene, dla rekonstrukcji ktorego trzeba bylo szukac i bronic swiadectw najbardziej godnych wiary, ktore zblizaly do siebie fakty z najmniejszym ryzykiem bledu.

Ciekawe pytania, jeszcze ciekawsze odpowiedzi. Mysle, ze popelnia sie duzy blad ustalajac program zajec z religii taki, jakim jest, katechizmowo-pamieciowy. Na zapoznanie sie z katechizmem zawsze bedzie czas – zreszta nie trzeba z tego rezygnowac – ale stajac wobec rzeczywistosci wolterowskiej – odrzucania wiary przez mlodziez, gdy jako argument podaje sie rozum i racjonalnosc, czemu nie pokazac jak rozum i racjonalnosc moga takze prowadzic DO wiary, czemu na tym sie wlasnie nie skupic? Oczywiscie, decyzje o odrzuceniu Chrystusa sa najczesciej uprzednie, motywowane wyborami o naturze moralnej, dopiero potem nastepuje ich racjonalizacja, ale jesli podyskutowac o tej racjonalizacji odejscia od wiary, moze latwiej byloby dojsc do przyczyn rzeczywistych? A to juz polowa sukcesu.

Wojtek nie odstepuje dziewczyn. A im to bardzo odpowiada.

Sobota, dzien 25

Otawalo. Kilkadziesiat kilometrow od nas, ponad godzina jazdy. Po drodze mijamy szklarnie, tu w ilosci milionow sztuk produkuje sie kwiaty, przede wszystkim roze, ktore nastepnego dnia trafiaja do kwiaciarni USA i Europy. Duzy eksport, spore zatrudnienie. Wydawaloby sie – nic, tylko sie cieszyc. Jest jednak ALE. Chemia. Aby uzyskac nieskazitelne okazy flory wylewa sie tu tony chemii, niestety – nie bez szkody dla zdrowia pracownic, ogromnej szkody. To jednak zupelnie nie przeszkadza importerom – wazny jest zysk, a przy tym my przeciez w ten sposob pomagamy biednym krajom. Coz z tego, ze w krajach rozwinietych taka produkcja zostala wiele lat temu zakazana. To nie szkodzi przeciez nam, tylko im, a o nich nikt sie nie upomni a wobec tego nie ma problemu.

Targ w Otawalo jest ogromny, zajmuje wiele ulic i cale centrum miasta. Duza roznorodnosc, mnostwo kolorow (w tym wiekszosc jaskrawych), sporo rekodziela, malarstwa, mniej rzezby. W Peru w kazdym regionie dominowaly inne barwy i wzory. Tu, mimo ze w Ekwadorze istnieja podobne roznice, wszystko wymieszane, takie zinternacjonalizowane. Po blizszym przyjrzeniu sie stwierdzam, ze te same produkty widzialem juz godzine temu w zupelnie innym miejscu, ceny roznia sie, ale niewiele. Ogolnie rzecz biorac tanio, chyba maly jednak popyt – balismy sie tlumow, wcale nie jest tloczno, na kilku straganach jestesmy pierwszymi z kupujacych. Pewnie tylko latem napotyka sie tu tlumy.  Sprzedajacy ubrani w wiekszosci bardzo elegancko i czysto. To jedyne masto w Ekwadorze, gdzie indigenos – ludnosc tubylcza, Indianie, sa srednio zamozni. B. ciezko pracowaly na to pokolenia wytworcow.

Zakupy ze wszech miar udane, piekne swetry, camisetas, Wojtek dostaje od s. Maricy sombrero w prezencie. Sam kupuje prezenty wszystkim dziewczynom (Wieczorem b. serdecznie, mnostwo usciskow – mu dziekuja. Zreszta zaraz sie tez odwzajemniaja – dostaje jakies dziewczece skarby). Wojtek kupuje  takze dwa szale, bo nie wypada kupic tylko jednego szala dla jednej dziewczyny. Kolor pomaga mu wybrac s. Marica – ona zna gusty Shuar, zupelnie inne od naszych. Napotykamy zebrakow. S. Lenka nigdy im nie odmawia, zawsze wysupla jakis grosz. My staramy sie czynic podobnie. Jeden z nich, spotkany jeszcze w Esmeraldas, po otrzymaniu jalmuzny (potrzebowal na leczenie w Quito) podszedl  do kapliczki na ulicy i zaczal sie modlic. Dziekowal opatrznosci.

Obiad w pizzerii (nareszcie – mowi Tomek) pizza familijna 16 dolarow, do tego soki i cola. Chlopcy zjedli po 2 kawalki i sa objedzeni, nam pozostalym (w tym s. Maricy i s. Liz) jeden kawalek ledwo co wystarczyl na zaspokojenie glodu.  

Teraz jedziemy na krater jednego z kilkudziesieciu ekwadorskich wulkanow. Czynny (o czym swiadcza bable wydobywajace sie z dna zalanego woda – stopnialy przed wielu lat snieg i lod – krateru.) Wyprawa lodka po kraterze. Asia z s. Liz zostaja na brzegu – spotykaja mieszkajaca w Quito Polke z przyjaciolmi ze Slaska. Oplywamy lagune i wracamy. Grupa turystow podryguje w rytm muzyki andyjskiej  - za chwile i ja sam jestem w srodku i tancze. Siostry korzystaja, ze jest tam jakis ksiadz i spowiadaja sie. Przy muzyce i tanczacych. Zycie.

 

Niedziela, dzien 26

Znowu pojawia sie ksiadz z Quito – to takze Wloch, zajmuje sie edukacja w seminarium – po raz kolejny swietnie przeprowadzony wyklad – o pokusach (ewangelia jest o kuszeniu Jezusa), o posluszenstwie. Potem msza.
Sporo wolnego, po raz pierwszy tutaj.
Wieczorem nieszpory polaczone (tradycyjnie) z rozwazaniami o zyciu i milosci – to takie przygotowanie dziewczyn do doroslosci, do tego, co moze sie zdarzyc, gdy wyjda spod opiekunczych skrzydel siostr. Jak okazywac uczucia, gdzie szczerosc i prawdziwa milosc?  oto tematyka rozwazan.

Poniedzialek, dzien 27
Po powrocie Sandy prowadzimy zajecia wspolnie z nia, ona pomaga nam w opanowaniu dzieciakow, my staramy sie robic swoje. Od piatku uczymy angielskiego – na prosbe Lany – takze jej 4-latkow. Ta grupa jest nieporownanie spokojniejsza od wszytkich pozostalych. Inny swiat – czy to zasluga Lany? – wspaniale sobie z nimi radzi, jakze jest opiekuncza i kochana dla tych maluszkow. Jest tu wsrod dzieci jedna biala dziewczynka. Pamietam, jaki szok przezylem bedac w Peru, gdy na wybrzezu posrod grupki obdartych indianskich dzieci zobaczylem blondynka, umorusanego jak i one. Do tak ubogich Indian sie juz przyzwyczailem, bialy wsrod nich to byla duza niespodzianka. Teraz to nie jest juz szok. Robie zdjecia, zblizenia. Wiekszosc dzieci pcha mi sie przed obiektyw, tylko nieliczne nie chca byc fotografowane.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS