RSS
 

polski 6

25 lut

Wtorek, dzien 28

Dzis z rana pomagam Yadirze, woluntariuszce pracujacej w sekretariacie (ma takze kilka godzin zajec z dziewczynami). Jej rodzina pochodzi z okolic Tulcanu,  tato prowadzi firme transportowa. Ona skonczyla studia (z doskonalym wynikiem, byla studentka roku), po czym pracowala w urzedzie skarbowym, podejmujac strategiczne decyzje i znacznie poprawiajac wydajnosc tej instytucji. Teraz pomagam jej napisac zyciorys po angielsku, chce pracowac w dziale pomocy przy UNICEF. Wiekszosc z pracownikow szkoly to woluntariusze, czesc z nich to emeryci. Dzis takze przyjezdzaja pielegniarki, by szczepic dzieci przeciw grypie. (ciekawe kto namowil biedny rzad ekwadorski do podjecia tej kontrowersyjnej przeciez akcji i za jakie pieniadze). Tutaj nikt jednak o kontrowersjach nie mysli, wszyscy poddaja sie szczepieniom.
Korzystajac z wolnego przedpoludnia w szkole wyruszamy do nieodleglego ZOO. Do peaje podwozi nas s. Lenka, ktora jak co wtorek jedzie do mleczarni po mleko – 40 litrow jest jej darowanych, reszte kupuje. Przy peaje zatrzymujemy autobus i po 10 minutach jazdy jestesmy we trojke (Wojtek zostal z dziewczynami sadzic drzewka, ponad 70 dostalismy w prezencie od jakiejs szkolki) w Guallabambie. Stad 3 km marszu wzdluz bogatych, zadbanych domow i ogrodow docieramy na miejsce. Pada dosc intensywnie i mimo kurtek porzadnie przemoklismy. Tuz po 8-mej, jestesmy chyba pierwszymi goscmi. Teren zoologico pieknie zadbany, bujna, kolorowa roslinnosc no i zwierzeta, z wyjatkiem 3 lwow, wszystkie rdzenne. Ogromne zolwie z Galapagos (2 w bardzo intymnej sytuacji), malpy, niedzwiedzie, papugi no i oczywiscie wspaniale kondory. 3 godziny marszu, az do wyczerpania baterii w aparacie. Ale jaka radosc – Tomkowi udaje sie uchwycic na zdjeciu kolibra! Deszcz wkrotce przestaje padac i schniemy szybciutko. Najbardziej podobaja sie nam tigraillos i jaguar. Tapiry bardzo tluste, cala wioska indianska mialaby niezla uczte. Sa tez spasione swinki morskie (cuyos) i zujace cos niespokojnie lamy.

Wieczorem (po lekcjach) przyjezdza padre Marcelo z Esmeraldas z trojka chlopcow – Marco, Alejandro i jakims innym 20 latkiem, ze swej poprzedniej parafii). Bardzo nas ta wizyta cieszy. Mimo widcznego zmeczenia odprawia msze za swa umierajaca siostre i za mame Alejandro. Po mszy uroczysta kolacja, znowu pyszny tort urodzinowy, prezent. Ale to jeszcze nie koniec. Dziewczeta od kilku godzin przygotowywaly wystep, wciagajac w to wszystko Wojtka i Tomka. Zatem kolej na wystepy – tym razem wspolczesne tance, do muzyki z religijna inspiracja. Coz, takie swieto, ze trzeba zawiesic quaresme (post) i przez chwile sie poradowac.  Tomek tylko b. prosi, by go nie fotografowac, ale tanczy z wyraznym zadowoleniem. Wojtek wykonuje z dziewczynami 2 tance – zupelnie niezle. Padre Marcello jest wyraznie wzruszony. Dzekuje wykonawom, pokrotce omawia dzieje przyjazni ze wspolnota siostr, pakuje sie do samochodu i jedzie do Calderonu na nocleg. Jego chlopcy zmarznieci, w kurtkach, tesknia za upalami znad oceanu! Alejandro dopisuje wysmienity apetyt. Na Boze Narodzenie dostal spodnie, ktore na nim luzno wisialy, teraz nie moze ich dopiac. Chyba czuje, ze jest kochany.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS