RSS
 

Niewiadome

19 sty

Zycie codzienne misji – trudno nam je calkiem ogarnac. Siostry czesto wyjezdzaja w roznych sprawach, czesc studiuje, sporo z nich ma klopoty zdrowotne, stad liczne wizyty u lekarzy lub testy medyczne. Nawet sam transport 200 dzieci do szkoly dwoma malymi busikami wydaje sie nieprawdopodobny, a jednak tyle dzieciakow do szkoly dociera, sam je wczoraj na apelu z tancami policzylem.

Apel zorganizowany byl z okazji przyjazdu na misje dwojki Niemcow: Alexandra Sittera i Doris Bose z Archidiecezji z Monachium, wspolpracujacych z episkopatem Ekwadoru. On mieszka w Ekwadorze od 5 lat, koordynujac pomoc Kosciola niemieckiego dla Ekwadoru, Doris zajmuje sie przygotowaniem wolontariuszy w Niemczech. Siostra Lenka ma ogromna nadzieje na przyslanie przez nich kogos do pomocy (pisalem juz, jak bardzo ta pomoc tu potrzebna). I rzeczywiscie obiecuja, na razie jedna osobe, 18-letnia Terese, przygotowujaca sie wlasnie do zdania matury (a propos matury wymyslilem nawet nowe slowo hiszpanskie, ktore bardzo Alexandrowi przypadlo do gustu: abiturarse), przywiezli nawet jej zdjecie. Niemcy zaczynaja powoli, najpierw musza sie upewnic, czy rzeczywiscie ta osoba bedzie tu potrzebna, zeby wyjazd mial sens. Mysla tez o przygotowywaniu wolontariuszy z Ekwadoru, aby oni mogli rowniez przyjezdzac do pracy w Niemczech. Zaciekawila ich perspektywa, ze na misji znajda sie rownoczesnie wolontariusze z Polski, Chorwacji i Niemiec. Alexander wspominal burzliwa historie naszych krajow i wyrazil nadzieje na wspolne budowanie tu (i tam) wiekszego zrozumienia.

Tyle o stylu pracy Niemcow (mysle ze warto by sie z nimi kontaktowac dalej, ich organizacja obchodzi w tym roku 50-lecie, mozna sie od nich sporo nauczyc www.freiwillig-weg.de). A mnie zadziwienie i tak nie mija. Co do rzeczywistosci misyjnej. Otoz jak ogarnac te dwusetke  dzieciakow, nakarmic i zatroszczyc sie o ich bezpieczenstwo, gdy ma sie do dyspozycji 2-3 siostry na stale na terenie szkoly + sekretarke Narcise – ucze ja codziennie angielskiego – 3 nauczycieli na stale + 2 czy 3 dochodzacych i nastoletnie dziewczyny Shuar, niemal prosto z dzungli. Mysle, ze klucz do sukcesu to te dziewczyny Shuar. Ale nie jest to klucz do zrozumienia latwy do przyjecia. No tak, to one wlasnie utrzymuja machine szkolno-stolowkowa w wydajnej pracy. Ale jak to mozliwe? Skad one to umieja? Nie widac tu bezladnej szamotaniny i bieganiny (choc siotry czesto przyspieszaja kroku i pedza do gaszenia co rusz wybuchajacych „pozarow”), wszystko jest dosc mocno uporzadkowane, widac dziewczyny myjace gary, sa las niñas pracujace w kuchni, ktos codziennie rano zamiata chodniki kolo naszych okien, ktos przygotowuje dzieci do wystepow, ktos pierze, ktos karmi zwierzeta. I jest wiele jeszcze innych prac, ktorych nie wysledzilem. Skad u tych dziewczyn takie zrozumienie i posluszenstwo?! A nikt na nikogo nie krzyczy, nikogo nie gani. Zadnych klotni, choc czasem dziewczyny mocuja sie dla zabawy. A stres (zwiazany z pamiecia o przeszlosci glownie) rozladowuja w grze w pilke nozna i koszykowke (kupilismy im nowa pilke do kosza). Postaramy sie nagrac je w akcji, mocno to ciekawe.                                                                          Mayra 

Soledad

Malo tych siostr, mialem nadzieje, ze misji uda sie w ciagu 2 lat wzrosnac liczebnosciowo. Na miejscu sa h. Lenka, Patrycja, Rosa, Gloria i niezwykle niesmiala, sliczna Anita, ktorej w ciagu dnia prawie nie widujemy. W innym domu nalezacym do zgromadzenia -  w Calderonie (najblizsze miasto tuz za Quito) – s. Marica i Liz (ktore codziennie, choc na troche, do nas przyjezdaja) i w Cañar na poludniu Ekwadoru trzy inne siosty i s. Tatiana (to ta trzymajaca mala Anahi na zdjeciu w kalendarzu). Hermanita Tati ma do nas niedlugo wrocic, to bardzo zywiolowa siostra, wyobrazam sobie jej reakcje na widok swych zdjec w kalendarzu!
Jedna z siostr nie wytrzymala trudow zycia na misji i zrezygnowala.

A wczoraj spotkalismy Caterine, nasza dobra znajoma sprzed 2 lat. Spiewala wtedy z innymi dziewczynami Padre Nuestro w jezyku Quichua na naszym filmiku. Skonczyla nauke, teraz mieszka na poludniu Quito z mama, uczy w szkole podstawowej i zajmuje sie tancem. Nie chciala nam zdradzic, dlaczego tu przyjechala: „zeby porozmawiac z siostrami”. Wieczorem dowiedzialem sie od s. Lenki, ze prosi o przyjecie do zgromadzenia. S. Lenka popadla w zamyslenie, gdy skonczyla nam o tym mowic. Caterina to dobra osoba, potrzeba nowych siostr jest wielka, ale jaka zapadnie decyzja ? Czy w ocenie Maestry Caterina ma szanse podolac trudom?

I kolejna wielka niewiadoma. To znaczy ja wielce nie wiem. Jak to mozliwe, by hermanitas, ktore – z wyjatkiem prawej reki Maestry, s. Maricy – pochodza z okolicznych najczesciej domow, zawsze bardzo ubogich, za rodzicow majace prostych Indian, chlopow (2 lata temu w kosciele w Santa Anita poznalismy rodzicow h. Anity, niczym nie roznili sie od innych starych indigenos w kosciele) mogly osiagnac tak wspaniala formacje duchowa i intelektualna?  Sluchalem ich wszystkich, gdy – kazda w innym miejscu i w innym czasie -  prowadzily rozwazania po czytaniach, przygotowanie do pierwszej komunii dla dzieci i doroslych, katechezy. Sam nie potrafilbym na pewno tak mowic, nie czesto w Polsce slyszalem tak dobre wystapienia. Mowia jezykiem prostym, niezwykle prostym, a nie ocieraja sie nawet o banal, jest w ich slowach glebia, ktora i mi pozwala ujrzec wiele rzeczy w nowym swietle. A przeciez na co dzien nie maja czasu na lekture, studia teologiczne. Co niedziela tylko krotki wyklad padre Antonio (w te niedziele go jeszcze nie bedzie, po powrocie z rekolekcji w Peru musi wyprowadzic zaleglosci w Quito) no i rozwazania prowadzone przez Maestre. Widac nie wszedzie potrzeba wielkich studiow, sam Duch wystarcza.



The sisters
drive somewhere, some of them are studying, many have health problems.

 

A meeting
was organized, two Germans came to the mission. Most probably they will send
some volunteers here. At first they made a research to know if the sisters
really need help, so that the volunteer can be of real use. They are also thinking about
sending some Ecuadorian youngsters to Germany. They also find it full of
meaning that young Germans, Poles and Croats could work together here.

 

You can see
their work at www..freiwillig-weg.de.

 

It isn’t so
easy to take care of 200 children, there are not many teachers, the ninas are
responsible for so many things here, without them it wouldn’t be possible to run
the school. Remember, that they are 11-17 years old, but everything looks so
well organized, there are ninas washing the dishes, preparing food, cleaning,
taking care of the little ones, washing clothes, giving food to the animals. Nobody
shouts at them, but they understand what has to be done and are obedient. And
there are no fights, no quarrels The emotions (mainly caused by what happened
to them earlier in life) are lost while playing basketball and football.

 

There are
few hermanas, I thought there would be more. In Oyacoto: h. Lenka, Patrycja,
Rosa, Gloria and Anita, in Calderon (the nearest town): h. Martiza and Liz, and
in Canar: h. Tati and three others. One sister has resigned.

 

Yesterday
we met Katerin, our friend from two years ago (she was the oldest nina). She
asked Maestra if she could join the sisters here.  So maybe there will be a new hermana.

 

Becoming
nuns transformed all of them completely.

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Dorota i Grzesiek

    20 stycznia 2012 o 20:00

    Pozdrawiam serdecznie.
    Aż wstyd się przyznac, ale dopiero dzisiaj odkryłam,że już tyle napisałeś. Bardzo Ci za to dziękuję. Dużo łatwiej będzie działac w stowarzyszeniu na rzecz misji i modlic się za osoby, o których można dowiedziec się z Twoich wpisów.
    Piszesz, że martwisz się o to, że mało jest sióstr i że są chore. Byc może nadzieją dla misji są te indiańskie proste dziewczyny, które zaskoczyły Cię głebią swoich myśli.
    Pozdrowi.enia dla całej Twojej rodziny.
    Dorota(Grzesiu jeszcze w pracy)

     
  2. Roma

    29 stycznia 2012 o 11:09

    A propos dobroci, mądrości i wielkości ducha Waszych sióstr – Boga się ma w sercu (albo się go nie ma) przecież nie za sprawą studiów teologicznych.
    Zamieście, proszę, też Wasze zdjęcia z las ninas, także te reportażowe, z życia codziennego. Takie wspólne obrazy działają bardzo na wyobraźnię i są ważnym uzupełnieniem tekstów, zwłaszcza w kontekście tej niezwykłej egzotyki.

     
  3. Roma

    29 stycznia 2012 o 11:12

    zapomniałam dodać: Buziaki.

     
 

  • RSS