RSS
 

czas

23 sty

Czas plynie tu blyskawicznie, ilosc wydarzen i spostrzezen ogromna, niestety w wiekszosci, przy moim aktualnym zmeczeniu, ulotna. Mam nadzieje, ze nie bezpowrotnie, ze uda mi sie do spraw waznych powrocic.

Katerina jest z nami, przyjezdza codziennie (w weekendy) i jada z siostrami w jadalni na pierwszym pietrze. Las niñas jedza w kuchni. To znak, ze Katerina uzyskala od Maestry zgode, zeby sprobowac, tyle ze jeszcze musi dokonczyc nauke.

W czwartek na mszy nagrywalismy dwie panie spiewajace w jezyku Quichua. Zgodzily sie tez zostac po mszy, by zaspiewac kilka innych piesni. Nam sie podoba, choc nie jest to latwy w odbiorze folklor, tu na uzytek liturgii. Ubrane w piekne ludowe stroje (tak zawsze przychodza na msze), jedne z ostatnich mowiacych i spiewajacych w ginacym jezyku Quichua w Ekwadorze. Maja na sobie czyste, biale haftowane bluzki pieknie odrozniaja sie od wiekszosci wiernych w ich wieku obecnych na mszy. Pozostali to z reguly osoby ubrane biedniutko. Stare, znoszone lapcie, mocno przykurzone okrycia wierzchnie. Taka to rzeczywistosc ludzi jezyka i kultury Quichua (a wierni to i tak ci, ktorzy jako tako sobie w zyciu radza, przynajmniej nie popadli w alkoholizm). Gdy wracamy na piechote na misje Karina spoglada na dom, przed ktorym stoi dwojka dzieci. „Sa z naszej szkoly?” – pytam. „Tak. Biedni.” – odpowiada.  Rzeczywiscie, domek mniejszy i obejscie bardziej zaniedbane od innych. Ale co ma na mysli ta dziewczyna z dzungli, kiedy mowi „biedni” o swoich mlodszych kolegach ze szkoly?

W sobote w koncu udaje nam sie poznym wieczorem zorganizowac nagranie z s. Rosa (wczesniej wracala dobrze po dwudziestej z prowadzonych przez siebie zajec i nie miala juz sily na opowiesc). O tym, ze jej zyciorys jest nawet jak na to miejsce dosc niezwykly, dowiedzielismy sie od naszych przyjaciol Wlochow, ktorzy za naszym przykladem przyjechali na misje latem ubieglego roku. Ale chcielismy miec relacje z pierwszej reki.

Hermanita Rosa zaczyna swa opowiesc od momentu, gdy miala 3 lata. To najwczesniejsze wspomnienia z jej zycia. Obecnie ma 35 lat. Nagranie trwa poltorej godziny. Kilka razy przerywa, bo wzruszenie i lzy nie pozwalaja jej kontynuowac. My tez jestesmy wstrzasnieci.

Jedno ze zdjec na naszej wystawie z poprzedniego pobytu przedstawia hermane Rose stojaca wraz z Karina obok przewyzszajacego je o glowe Wojtka. Zdjecie podpisalismy: Wielkie duchem. Wtedy byla to tylko intuicja, wniosek wynikajacy z obserwacji ich zycia i zachowania na co dzien w misji. Teraz, gdy znamy przeszlosc  s. Rosy, uswiadamiam sobie glebie tej naszej pierwszej intuicji. Pozwolcie, ze spokojnie przetlumaczymy to nagranie, aby zachowac jego klimat i autentyzm, i dopiero wtedy  zamiescimy je na blogu. Nie chcialbym pominac jakichs waznych szczegolow. Teraz powiem tylko, ze mama Anahi, Esperanza, to przyrodnia siostra h. Rosy, a starszy jegomosc pracujacy w ogrodzie u siostr, dziadek Anahi, to najprawdopodobniej skruszony morderca jednego z wlasnych dzieci, straszego brata Esperanzy. Przy czym slowo najprawdopodobniej odnosi sie zarowno do „skruszony” jak i „morderca”, absolutnych dowodow na jedno i drugie nie ma.

Dziewczyny Shuar to rzeczywiscie dziewczyny dzungli.  Wielokrotnie czuje, ze jestem obserwowany, zza murka czy przez okno – odwracam sie, ale widze tylko znikajaca glowe. Taka ich przemozna, nie dajaca sie opanowac ciekawosc (choc czy moja ciekawosc bialego wobec czerwonoskorych jest mniejsza?). Pisalem o moich obserwacjach las niñas w kosciele. Niektore z nich tez mnie w kosciele czy w czasie modlitwy wieczornej w kaplicy obserwuja. I nie odwracaja glow ani wzroku, gdy spogladam w ich strone. Patrza nadal. Mysle, ze dlatego, iz nie maja gdzie uciec, a ciekawosc w koncu jakos zaspokoic trzeba.

Scenka z wczorajszego wieczoru. Przyjechalismy do stolicy, Quito. Czekamy na skwerze na otwarcie kosciola – jestesmy za wczesnie. Hermana Marica wymysla dla dziewczat i Tomka zabawe. Wojtek w odleglej czesci placu, wokol niego wianuszek dziewczyn. Zabawa Tomka to taki berek, pieciu na pieciu. Jakims dziwnym trafem cala piatka dziewczyn z przeciwnej druzyny biega tylko i wylacznie za nim. Nie ma biedak szans, sa niezwykle szybkie i zwinne. Przerwa w zabawie. W drugiej czesci placu pojawia sie kolejna grupka mlodziezy. To Tomek a wokol niego wianuszk mlodszych las niñas… Nawet mu to chyba specjalnie nie przeszkadza.

Jedziemy na msze upakowani jak sardynki. W trzech samochodach trzeba pomiescic ponad czterdziesci osob. Nam w busiku  najwygodniej, po czworo na trzech siedzeniach. Trzepie na wertepach, ale dziewczyny caly czas spiewaja. Nie daja nam szans, my tez musimy spiewac. Smiechy i spiewy, naprzemiennie. Slysze glos z tylu samochodu, od dziweczat: Zycie jest piekne. Za chwile Deisy (po polsku stokrotka) powtarza tak samo: Zycie jest piekne. Ciesze sie slyszac te slowa. Ale moje wlasne, tragiczne wspomnienia natychmiast kaza mi myslec: ale na tych drogach jest tak niebezpiecznie. Gdy cos sie stanie. A zycie moze byc tak piekne…  Tuz nad naszymi glowami przelatuje ladujacy samolot. Wojtek stwierdza, ze boi sie latac. Asia mu przytakuje. A ja sobie mysle, ze latanie to w normalnych warunkach bajka w porownaniu z jazda samochodem, zwlaszcza tutaj. I boje sie. O las niñas, ktorych zycie jest teraz rzeczywiscie takie piekne.
                               Jedziemy do studia nagran. Caly czas w napieciu, ostroznie, zeby nic sie dziewczynom z tylu nie stalo.

Katerin now eats with us in the kitchen on the first floor, this means she can try. She only has to finish her school.

We have recorded two Quichua women singig for us after the mass. They wear traditional clothes. Their clothes clean and beautiful.
When I was walking back home, I saw that Karina was looking at two children standing in front of a house. I asked her if they were from our school, she said: „Yes, Poor ones.” I wonder what she means when she says „Poor ones” about her younger frieds.

We managed to organize a recording of sister’s Rosa life story. It is very special, even for this place.

The Shuar girls are really citizens of the jungle. I often feel watched, but when I look around I can only see a head disapearing.

We went to Quito for a mass. We arrived too early, so we had some time. H. Maritza organized a game for the younger ones. Wojtek was walking in a little distance, there were a few girls with him. The others played 5 vs 5. All 5 girls decided to run after Tomek.

To get to the mass we had to drive: 40 people i 3 cars. The girls were singing all the time (they made us sing too!). We can see a plane landing just above our heads, Wojtek says that he is afraid of flying. I think that flying in normal conditions is definitely safer than travellig by car, especially in Ecuador, and I’m worried for the sisters and girls who have to drive quite regulary.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS