RSS
 

Nowy dzien

24 sty

Wazna poprawka. Starszy jegomosc, o ktorym pisalem wczesniej, to oczywiscie nie ojciec, a dziadek Anahi.

Nowy dzien, nowe wyzwania. Padre Chalcon, jezuita, z ktorym kontaktowalem sie jeszcze z Polski, chce nas dzisiaj zabrac do studia nagran. Nas, to jest las niñas oczywiscie. Kilka miesiecy temu byl w Oyacoto, sluchal dziewczat i bardzo mu sie podobaly. Wiaze sie to z kosztami i, poniewaz sam mam sprzet do nagrywania i juz z Wojtkiem zaczelismy nagrywac, propozycja wydaje sie nie do przyjecia. Jednak sisotry po dlugich rozmowach telefonicznych ulegly mu. Obiecuje sam w wiekszosci (tylko co to znaczy?) sfinansowac to przedsiwziecie. Ma doswiadczenie w nagraniach, ale to, co slyszalem osobiscie, to taka slodka muzyczka, dosc niestrawna dla nas. Padre Chalcon widzi tez mozliwosc dodania do plytki filmu DVD z dziewczynami, zafundowal im koszulki, jest rzeczywiscie zaangazowany w to przedsiewziecie i siostry czuja sie zobowiazane. Dzisiaj zatem bede musial wystapic w roli negocjatora, zobaczymy.

To nie jedyna nowa rola, jaka mi dzis przypadnie w udziale. Organizowane sa bowiem zawody miedzyszkolne w pilke nozna i bede musial chlopcom (do 11 roku zycia) w czasie dlugiej przerwy wyjasnic zasady gry. Wprawdzie graja, ale siostry sadza, ze reguly sa im obce. I chyba wypada mi sie z siostrami zgodzic po tym, co widzialem. Zatem mam im w ciagu pol godziny wyjasnic najwazniejsze rzeczy. Wybierzemy tez pierwsza jedenastke sposrod 19 chetnych.

Dziewczyny maja ekwadorskie ksiazki do nauki angielskiego. Sporo w nich bledow jezykowych, a na dodatek mocno nas razi ich niedopasowanie kulturowe. Przyklad: jedno z pytan z zadania domowego dziewczat: Do you like eggs with bacon? Tlumacze, bacon (boczek) to po hiszpansku „tocino”. Patrze w ich twarze i widze, ze pierwszy raz slysza takie slowo. No, ale chyba sie nie myle, slownik potwierdza. Tlumacze zatem, ze to takie mieso uzyte do smazenia jajek. Nadal bez sladu zrozumienia. Pytam: „co jadasz na sniadanie u siebie w domu?” Smiech. Dlaczego sie smiejesz? – pytam. Smiech. „Yuke” – podpowiada kolezanka stojaca obok. – A ty – zwracam sie do kolejnej. Smiech. „Yuke” – w koncu pada odpowiedz. – A co pijecie? – smiech. – Kawe. – odpowiada ktoras. Juz zaczynam rozumiec. – Pijecie wode – odgaduje. Si – odpowiadaja choralnie wszystkie i znowu sie serdecznie smieja. Mam nadzieje, ze nie ze mnie.

Pogoda nas troche zaskoczyla. Codziennie pada i jest chlodniej niz przed 2 laty. Ale jak tylko wyjdzie rownikowe slonce, robi sie za goraco i nawet te krotkie chwile wystarczaja, bysmy  sie lekko na twarzy poprzypiekali.

Prosze piszcie do nas, bo od kilku dni nie dostajemy zadnych komentarzy. Takiego wsparcia tez bardzo potrzebujemy!

Another day, another challenges. Padre Chalcon, whom I contacted from Poland, wants us to come and start recording the songs. He was a couple months ago in Oyacoto, listened to the girls singing  and thought it would be a good idea to make a cd with them. We have started recording on our own, though. We will see what can be done. We will have to negotiate with him.

Someody organizes a football cup, I will have to explain the rules of the game. They are playing all the time, but the sisters told us that it doesn’t mean they know what the game is about. And I have to admit, after what I saw, that the sisters are right.

The girls have Ecuadorian books to study English. There are many mistakes in them, unfortunately. There is one question like this: „Do you like aggs and bacon?” They have no idea what bacon is. But this provoked me to ask them what they eat for breakfast. „Yuka” – they replied. – „And what do you drink?” – „Coffee” – „You drink water?” – I guess – „Yes” – they reply and laugh.

The weather surprized us – it rains every day and it is cooler than two years ago. But the sun is the same – a moment is enough to get sunburnt.

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Dorota i Grzesiu

    24 stycznia 2012 o 18:58

    Muszę przyznać,że kilka razy dziennie wchodze na ten blog, żeby zobaczyc czy juz coś napisałeś. Jest to wszystko bardzo ciekawe i jednoczesnie niepokoi swoją dzikością. Mam nadzieję, że w tym tygodniu spotkamy się na naszych biblijnych rozważaniach. Na pewno wtedy też będziemy modlić sie za Was.

     
  2. Grzegorz

    24 stycznia 2012 o 21:31

    Niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Darku, codziennie czytam Twoje relacje i duzo mysle o misjonarskiej robocie calej Twojej rodziny. No i modle sie za Was i za waszych (naszych) ekwadorskich
    przyjaciol. Rozmawiamy o Was z Dorotą, Szymkiem i Agnieszką.
    Na prosty rozum to jest mission impossible. Bez modlitwy – ani rusz. I bez tej perspektywy, o ktorej czytalismy w ostatnią niedziele u sw.Pawla. Ale sympatyczne i jakos zajmujace te buzie na fotkach.

     
  3. Emanuela

    25 stycznia 2012 o 18:43

    Z opóźnieniem, wstydzę się bardzo, zaczynam lekturę. Już na początku wspaniałe!
    Serdecznie Was pozdrawiam, Ania i Piotrek też!

     
  4. Piotr

    25 stycznia 2012 o 22:40

    Trudno tu coś komentować.
    Twoje wpisy są jak wieści z innego wymiaru.
    Pozostaje nam czytać i kontemplować.

    Pamiętamy w modlitwie o Was, o siostrach i o dzieciach (tych małych i tych większych).

     
  5. Paula

    26 stycznia 2012 o 00:53

    Tata, nie chrzań, chyba nie wiesz czegoś o wymiarach albo Gwiezdnych Wojen nie oglądałeś. Albo nie wiem co jeszcze.
    Żeby nie było, pracuję nad tym listem do Anahi, ale, podobnie jak mój drogi padre, nie za bardzo wiem co napisać itd. Szczątkowa znajomość hiszpańskiego nie za bardzo pomaga, aczkolwiek i ja i wujek Google staramy się bardzo. Bloga czytam na bieżąco.
    Besos!;3

     
  6. Paula jeszcze raz

    26 stycznia 2012 o 00:59

    Zapomniałabym: ten list, jak mi się już go uda skończyć, wyślę raczej Wojtkowi na fejsie zamiast go tu umieszczać, wolę się na kolejny sposób nie kompromitować. Nara.

     
 

  • RSS