RSS
 

watpliwosci

31 sty

No i ciagle te watpliwosci. Moja wymiana mysli z Paula… Nie jestem do konca przekonany o slusznosci mej tezy, tak jak jej bronilem, o innym wymiarze zycia w biedzie Calderonu czy Oyacoto. Mysle, ze gdy Piotr pisze o innosci tego miejsca ma na mysli bardziej Ducha ludzi, z ktorymi dane nam jest tu mieszkac niz biede i kompletny brak perspektyw, przynajmniej dla zdecydowanej wiekszosci mieszkancow tych okolic, w przewidywalnej przyszlosci. To chyba moje bardzo subiektywne odczucie, zahaczajace o niemozliwosc przyjecia, jako realnego, tak skrajnego ubostwa (choc swiadom jestem tego, i zawsze to podkreslam, ze to na pewno nie jest Czarna Afryka), czego w polemice z Paula bronie. Na moich chlopcach, na przyklad, jeszcze podczas pierwszej wizyty bieda nie wywarla wiekszego wrazenia. Owszem, widzieli ja i Tomek biegal z pieniedzmi do zebrakow na druga strone ulicy, ale nie bylo w nich tego poruszenia, co we mnie. Sadze, ze znane Pauli i Piotrowi ubostwo mieszkancow Gruzji chociazby, moze byc bardzo podobne.

Domyslam sie, ze trudno Wam moje spostrzezenia komentowac, ale kazdy Wasz wpis odbieramy z duza radoscia. Dziekujemy za modlitwe i dobre slowo. Na pewno nie czujemy sie tu bohaterami (to takie wakacje obserwatorow, choc gdzie tylko mozna, pomagamy pracujac, wlacznie z dzielnym Tomkiem), ale majac wokol siebie tak wielu pozytywnych (pozytywistycznych tez) bohaterow, sami, chcac nie chcac, tym nasiakamy i moze na odrobine heroizmu nas kiedys jeszcze bedzie stac.

Nadal najwiekszym zdumieniem napawa nas osoba h. Rosy. Jej pracowitosc i oddanie sa niewyczerpywalne. I ciagla modlitwa o najmniejszych, najbardziej potrzebujacych pomocy, tak wyrastajaca, lecz przede wszystkim milosiernie przerastajaca, jej okrutne dziecinstwo. (Wczoraj medytacja nad koniecznoscia przebaczenia winnym i akceptacji swej przeszlosci. Przede mna siedzi dziewczynka, ktora po smierci rodzicow wykorzystywal starszy brat. Po modlitwie widze, jak wraz z 3 innych dziewczat tuli sie do prowadzacej rozwazania s. Lenki. Czy mozna to zrozumiec tak, jak pragnalbym to rozumiec?) Zastanawiamy se z Asia, jakim skromnym prezentem wyrazic nasza wdziecznosc s. Rosie za to, ze taka jest. Wlasnie w kuchni pojawia sie zrobiona przez stolarza (brata h. Patrycji) szafka na miotly i na buty. Ktos namawia s. Rose do schowania tam swych butow. Tak, schowam je tam, cale dwa. (moze powiedziala: dwie pary, teraz nie jestesmy pewni). Zatem nasz problem jest rozwiazany, kupimy jej buty, trzeba ja tylko podstepnie zawiezc do Calderonu. No i wczoraj sie udaje, Asia wypatrzyla pare za 20 dolarow, wracaja, Asia rozpromieniona. Potem pozno wieczorem pracuja razem krojac wolowine na dzisiejszy posilek dla wszystkich, 15 kg (razem z koscmi, koszt: 50 dolarow, duzo).

Znalazlem zdjecia z Otavalo.

                        Tata, Vlatka, s. Marica

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS