RSS
 

fiesta

17 lut

Od dzisiaj do srody popielcowej w Ameryce Poludniowej wolne od pracy i szkoly. Fiesta. Polewanie sie woda, czasem tez ponoc obrzucanie sie jajkami i sypanie maka. U nas od wczoraj lejemy sie woda. I zegnamy, w szkole z uczniami i nauczycielami, wieczorem z moimi doroslymi uczniami, o ktorych obiecywalem napisac juz wczesniej.

W szkole u maluchow nauczanie szlo nam najtrudniej, ale pozegnanie bylo serdeczne. Gdy Murzynek Carlos dowiedzial sie, ze razem z nami wyjezdza tez jego duzy bialy przyjaciel i obronca – Wojtek, zrobil buzie w podkowke i sie poplakal. Wysciskalismy sie serdecznie z podbiegajacymi do nas dziecmi i przeszlismy do malego pomieszczenia na koncu salon grande, ktory teraz sluzy dzieciom za stolowke. Tam czekal na nas poczestunek i mile prezenty. Dodatkowo od H Gilmy dostalismy (duza niespodzianka) obraz w tradycji Quichua; ale jest bardzo duzy i nie wiemy; czy uda nam sie go gdzies pomiescic. Kiedy powiedzielismy o problemie z zapakowaniem dmuchawki Tomka od razu doña Carlota przyniosla nam swoja duza torbe podrozna a h Marica dorzucila swoja. Ogromna serdecznos, na kazdym kroku. Dzisiaj przysluchuje sie rozmowie telefonicznej h. Rosy z h. Lenka. Siostrzyczka kilka razy powtarza swe pytanie o samopoczucie maestry, zanim uslyszy odpowiedz. Maestra sama musi sie najpierw dowiedziec, jak my sie tu wszyscy mamy.

Za kazdym razem, gdy uda mi sie dorwac do zlewozmywaka, zeby sie troche odprezyc (choc przy zimnej wodzie idzie mi to troche trudniej) od razu slysze: „niech Don Darek to zostawi, niech odpocznie.” Maestra ma znowu powazne klopoty z kolanem, ledwo dojechala do Cañaru. Od wczoraj z lozka nie wstaje s. Marica, bol kregoslupa. Ale dobre wiesci w sprawie Gabrieli. S. Lence udalo sie spotkac z jej rodzicami, uspokoila ich i relacje w rodzinie sa na powrot dobre.

Pozegnanie z wieczornymi studentami bylo bardzo uroczyste. Zrezygnowalismy z zajec na rzecz wspolnego biesiadowania. Najpierw przy muzyce polskiej, potem przy rytmach latynoskich. Rozpoczely sie tance, trojka z obecnych to urodzeni tancerze. Nie moglismy sie tanczacym napatrzec, a i  na zewnatrz zgromadzily sie tlumnie las niñas i tez patrzyly, a potem tanczyly. Bo jak tu sie oprzec takim rytmom. Poczestunek to swieze buleczki z yuki, kawa i wino brzoskwiniowe, slodziutkie a przy tym slabe, absolutna rewelacja. Wreczaja nam prezenty, mowia o przyjazni. Ja tez tak to odczuwam, w ciagu 15 godzin zajec udalo sie nam prawdziwie zaprzyjaznic. – Jestescie moimi pierwszymi zagranicznymi przyjaciolmi – mowi dwudziestoletni chlopak. Wymieniamy sie adresami mailowymi. Dzielimy sie tez nadzieja, ze jeszcze uda nam sie spotkac.

Na powrot jest z nami mala Michel i jej o rok starsza siostra Joanna. Michel nie odstepuje s. Rosy, Joanna jest u swej najlepszej przyjaciolki Anahi. Mama dziewczynek zostawila je siostrom, bez ubrania na zmiane nawet, i udala sie …  na poszukiwanie godnego mieszkania. Ponoc dla wszystkich. Wg s. Rosy moze to trwac nawet rok. Byc moze jest to jednak wersja optymistyczna.


Silvia

Carlos

h. Sandra i Tomek

Magali


Michel

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Marysia

    17 lutego 2012 o 18:09

    Ależ śliczna ta Michel :))

     
  2. Roma

    25 lutego 2012 o 11:43

    fantastyczna:)))

     
 

  • RSS