RSS
 

ostatki

19 lut

To juz ostatki, karnawalowe i nie tylko. Wielkie oblewanie i pakowanie. Wyjezdzamy jutro o 17. czasu miejscowego, a do Wroclawia przez Madryt, Berlin i Poznan dotrzemy w srode popielcowa kolo poludnia i zostaniemy na noc, by spokojnie pojsc do kosciola. W czwartek w Ponikwie bedziemy probowali dojsc do siebie i ogrzac dom, aby w piatek pojsc juz do pracy. Dziekuje raz jeszcze za Wasze wszystkie wpisy, maile i zyczliwosc. ¡Que Dios les bendiga!

Wyjezdzamy ze swiadomoscia, ze zostawiamy tutaj bardzo drogich nam ludzi, od ktorych wiele sie znowu nauczylismy. Widzielismy ich codzienne zmaganie sie z rzeczywistoscia, sukcesy i porazki. Wiem, ze dzieje sie tu wiele dobra, radosc jest zjawiskiem powszechnym, mam nadzieje ze my sami w to wszystko tez sie troche wlaczylismy.

Jak to ze wszystkimi ludzkimi przedsiewzieciami bywa: przyszlosc jest wielka niewiadoma. Moge tylko powiedziec, ze na pewno chce probowac dalej organizowac pomoc dla Cristo Misionero Orante, i ze licze na Wasza pomoc. Mam ogromne zaufanie do s. Lenki i – mam nadzieje – ze wy, czytajac moje slowa tez uznaliscie, ze ta radykalna sluzba blizniemu warta jest dalszego wsparcia. Licze na to, ze uda sie opublikowac CD, wspomnienia siostr, moze niektore z moich wpisow. Mamy tez zdjecia na kalendarz na kolejny rok. Zatem jest co robic!

Dziewczyny (te mlodsze) poprzebieraly sie karnawalowo (chyba do wystepu) i biegaja smiejac sie i zagladajac do nas przez okno. Z salon grande dobiegaja dzwieki muzyki – trwaja proby przed wystepem pozegnalnym. Inne smieja sie pracujac w kuchni – przygotowuja niedzielny obiad. Do mnie, do swego lobito (wilczka) z zabawy przyszla czteroletnia siostra Michel, Joanna.

I jeszcze jedna opowiesc od s. Rosy. Na poczatku pobytu w Oyacoto siostry mialy sporo problemow z panoszacymi sie wszedzie tarantulami. Raz sisotra Rosa poczula, ze cos wdrapuje sie jej po nodze. Probowala to cos zdjac, tarantula ugryzla ja w palec. Spuchlo cale ramie. Jakis czas potem tarantula zagrazala jakiemus dziecku z przedszkola. Siostra Rosa znowu ja chwycila, i znowu ugryzienie. Od tego jednak czasu nikt tu wiecej nie uswiadczyl zadnej tarantuli. Czegos sie musialy wystraszyc. Tak jak weze w Irlandii, ktore nie mialy szans w starciu ze sw. Patrykiem. Choc na to porownanie w swej skromnosci s. Rosa nigdy nie wpadnie.

Dziewczyny wolaja po polsku: Don Darek, chodz. Zatem ide.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Maka

    19 lutego 2012 o 22:28

    Życzymy spokojnych, szczęśliwych lotów do Polski. Pozdrawiamy bardzo serdecznie was wszystkich, także siostry i ich podopiecznych.
    Maka, Piotr i Paula

     
 

  • RSS