RSS
 

Quito

19 lut

Wczoraj pojechalismy do Quito. Mielismy jechac do Mindo ale siostry nas
ostrzegly, ze beda problemy z powrotem wiec zdecydowalismy sie (my czyli
ja Mama i Tata ale Wojtek nie chcial) na Quito. Siostra Patrycja
podwiozla nas i jeszcze Mayre i Heidi do wyjazdu z Oyacoto. Dziewczyny
jechaly do szkoly a my na lody z salatka owocowa, a potem zobaczyc
katedre. Najpierw zdecydowalismy sie pojsc do szkoly dziewczyn. Z
zewnatrz wygladala jak wiezienie – bo probowali ukrasc komputery –
tlumacza. Na szczescie w srodku jest duzo lepiej. Bardzo duzo terenu –
cos kolo 500m na 300m. Maja tam kilka boisk i sporo parkingow. Wchodzimy
na patio jednego z budynkow, robie kilka zdiec i sie rozdzielamy.
Szukamy lodziarni w ktorej bylismy 2 lata temu. Nie znajdujemy tej samej
ale jemy w dosyc podobnej. Idziemy do katedry ale, ze za wejscie trzeba
placic dolara nie wchodzimy. Szukamy autobusu ktory zawiezie nas do
Calderonu. Przed schodami widzimy trzech rowerzystow i dziwie sie co oni
maja zamiar robic. Dowiaduje sie tego od pani ktora krzyczy zebysmy
zeszli ze schodow bo beda zjezdzac… Wchodzimy wiec do jej sklepu. Mama
pyta ta pania gdzie mozna zlapac autobus do Calderonu, a ja w tym
czasie patrze na zjezdzajacych i stwierdzam ze to szalency.

Czekamy na autobus ktory powinien miec napis „10 de augosto”. Po
dwudziestu minutach wsiadamy. Ale nie do tego ktorym mielismy jechac
(wywnioskowalismy ze tamtedy nie jezdza) tylko do jadacego do terminalu
polnocnego. Tam pani mowi mojej mamie, ze mozemy wziac autobus jadacy do
Otawalo i wysiasc po drodze. Wydaje sie to dobrym pomyslem, wiec wsiadamy do tego autobusu. Po drodze widzimy czlowieka zarabiajacego wygibasami na ulicy. Niby nic takiego, tylko ze on nie ma jednej nogi…

Nie udalo sie zrobic tak, jak mowila pani, wiec wysiadamy na kolejnym terminalu (taki dworzec). Na szczescie spotykamy ludzi, ktorzy tez jada autobusem do Calderonu. Idziemy za nimi. Wsiadamy teraz juz do wlasciwego autobusu, ktory nas zawozi do Calderonu. Po kilkunastu godzinach czekania wsiadamy do Guadalajary, autobusu kursujacego na trasie Oyacoto – Calderon. Jedziemy najpierw  po Panamericanie a potem po dziurach. Wysiadamy pod kosciolem. Po mszy wracamy na misje, gdzie czeka na nas rodzina siostry Maricy. Po przywitaniu poszedlem szukac Wojtka. Zastalem go grajacego w noge wiec zdecydowalem sie zostac. Potem przyszli goscie i zaczelismy grac w kosza. Byli bardzo mocni i mieli dobre dlugie podania. Gdy pojechali,czesc poszla spac a czesc na kolacje i tylko dziewczyny przygotowujace wystepy jeszcze zostaly.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Marysia

    20 lutego 2012 o 08:02

    …czytając – bałam się, że pobłądziliście i nie udało się znaleźć właściwego autobusu! Ale na szczęście – znaleźliście! Pozdrawiam :))

     
 

  • RSS