RSS
 

misja 8

08 sie

Misja bez misjonarek

 

Kończę opis relacji z kilkudniowego wypadu przez niezwykłe Mindo nad zachmurzony Pacyfik. Resztę świetnie opisuje padre, Tomek też robi notatki, zatem chyba coś również opublikuje. Jednak nie ukrywam, że brakuje jakiegokolwiek odzewu na to, co piszemy. (Jedynie padre ma swe grono zagorzałych czytelników, ale oni kontaktują się ze sobą na innym forum.) Pewnie część z Was w wakcyjnych rozjazdach lub z problemami znacznie większej wagi (pamiętamy), ale trudno się pisze w taką szerszą niż Atlantyk pustkę.

 

 

Od kilku dni jesteśmy na misji bez sióstr, pojechały na retiro, zatem troszkę tu spokojniej niż zwykle i czas uporządkować myśli i wrażenia, co czynię od kilku dni, choć idzie dość wolno.

 

Spotkaliśmy się ze wszystkimi już siostrami, odwiedziny w prowadzonym przez misjonarki przedszkolu w Marianas pokazały, że to co one (s. Maritza, s. Liz, s. Tati oraz Vlatka) tam robią w niczym nie odbiega oddaniem i radością czynienia dobra od tego, co dzieje się w dużo większym i głośniejszym kompleksie budynków w Oyacoto. Wśród gwaru (najczęściej) radosnych rozmów próbuję usłyszeć najważniejsze wypowiadane słowa, które mógłbym potem przekazać dalej, z nadzieją, że padną na podatniejszy niż mój grunt. Choć wiem, że to, czego doświadczam, ma zmieniać przede wszystkim mnie, a dopiero potem ewentualnie ma trafić do innych. Na szczęście to, co wokół mnie się tu dzieje jest na tyle mocne, że trudno pozostać obojętnym. Zatem choćby komunikacja w rodzinie układa się nam zupełnie dobrze. No i pewnie jeszcze kilka innych spraw może cieszyć, ale Tomek nie lubi, jak się o nim pisze.

 

Pamiętacie pewnie, że pełna nazwa Oyacoto to San Francisco de Oyacoto i myśl patrona tej miejscowości towarzyszy mi tutaj na co dzień. Wprawdzie figurka św. Franciszka w miejscowym kościółku przystrojona jest w aksamitny płaszcz z zupełnie niepasującymi do biedaczyny złoceniami, bo tak tylko pewnie kultura ludowa potrafi w sztuce oddać świętość tej postaci, ale przecież wiem dobrze, jak dalekie od wszelakich złoceń czy wygód było jego życie i to jest idea powracająca do mnie na misji. Choćby w słowach Maestry: „nie mając nic mogę w pełni doświadczyć działania w twym życiu Boga”. Bo im więcej materii sami w życiu zagospodarowujemy, tym mniej Boga potrzebujemy. Rodzi się w nas złudna myśl o naszej samowystarczlności. A Franciszek pisze swą „pieśń słoneczną” , utwór absolutnie radosny, wychwalający Stwórcę w całym stworzeniu, gdy na koniec swego życia nie ma nic. Nawet wzroku, dzięki któremu pokochał także chwasty w ogrodzie, i zafascynowany również nimi modli się, by i one mogły przeżyć, bo piękne. I tak przechodzi na drugą stronę życia, podając dłoń sisotrze-śmierci.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS