RSS
 

Ks. Marcin 7-9

10 sie

Poniedziałek (07.08)

La calma se termina (Spokój się kończy) …

Najpierw nocne manewry … noc była ciężka … i krótka dla mnie … pracę zakończyłem przed 23.00 … w pokoju … najpierw problemy ze spłuczką … woda nie leci, ale syczy … sporo się nakombinowałem … udało się … kładę się spać … ale nie mogę zasnąć … znaczy, że ktoś potrzebuje pomocy … koronka za zmarłych … około 1.00 … Tomek ma rewolucję żołądkową … dziewczyny podnoszą alert … ktoś kręci się koło Misji … sprawdzamy … nic się nie dzieje … kładę się znowu … zasypiam … po 3.00 … telefon z Polski … ktoś nie wie, że jestem po drugiej stronie kuli ziemskiej … znowu problem z zaśnięciem … no i po 7.00 … jakaś kobieta weszła do Misji … szuka hermany Lenki … budzi mnie … no i już po spaniu …

Jutrznia … śniadanie … tylko trzy osoby … p. Asia, Eva i ja … reszta gdzieś na terenie … w czasie posiłku … na obiad ma być królik … ale nie ma kto go poćwiartować … dwa króliki w całości … nikt tego nie chce zrobić … ja mogę … ochotnik … kilka razy patrzyłem, jak to robi Proboszcz …

Chwila wolnego … robię zdjęcia naszej misji … z Tomiris i Michael szukamy kwoki z pisklakami … trochę nauki hiszpańskiego … wracam do kuchni … wykonać zadanie … operacja … „el conejo” (królik) … wszystkie noże tępe … wybieram najlepszy … w ruch idzie siekierka … najpierw głowa … potem reszta … nie wiem czy Proboszcz byłby zadowolony z takiego ucznia … ale operację uznaję za udaną … pacjent NIE będzie żył … ale będzie smakował …

Czas na naukę hiszpańskiego … zabawa z dziewczynkami … razem z don Darek otrzymujemy określenie „lobo” (wilk) … bo chcemy je zjeść … dużo radości dla dziewczynek … ja jestem lobito joven (młody wilczek) … :P :P :P … don Darek … lobito …

Obiad … królik pyszny … dobrze „pokrojony” … :D :D :D … na obiad miały wrócić siostry … ale zadzwoniły … będą koło wieczora … po obiedzie … w sali „Internetu” … hol, w którym jest najlepszy zasięg internetu … Eva, Josipa i ja … zaczyna się „niewinnie” … :P :P :P … rozmowa o książce do nauki hiszpańskiego … potem schodzimy na cięższe tematy … jest chwila spokoju … możemy pogadać na temat szkoły i uczniów … Eva jest tu prawie pół roku … sporo już widziała …

Dzieciaki z trudnych rodzin … bardzo często maltretowane … bite … wykorzystywane seksualnie … ta szkoła to ucieczka dla nich … również … ta szkoła to jedyna w tym rejonie … bez las drogas (narkotyków) … siostry bardzo tego pilnują … robią przeszukania … plecaków, rzeczy i kontrolę osobistą … znalezione narkotyki … „wylatują ze szkoły” … dzieciaki się tego boją …

Każdy dzieciak … to oddzielna historia … bardzo pogmatwana … szukają oparcia … dużo rozmawiają z Evą … mają do niej zaufanie … ale ona teraz już się dystansuje … sama nie wyrabia psychicznie …

Opowiada mi historię dwóch chłopaków … opętani … to nie jest przenośnia … ojciec jednego z nich satanista … jeden zabił pod wpływem narkotyków … Eva widziała … co się działo z tymi chłopcami … jak działał w nich zły duch … opowiada to bardzo poruszona … Padre Juan Diego z siostrami … modlił się … aby wyrzucić złego ducha …

Aż się nie chce wierzyć … dziewczyny mówią, że w kraju … dużo jest satanistów … ateistów … to się dzieje naprawdę … mimo, że brzmi … jak scenariusz filmu …

Wracają siostry … serdeczne przywitanie … specjalnie mieszam imiona sióstr … „tyle Was nie było, że już zapomniałem” … skarżę się na Evę i Josipę … że na mnie krzyczały i były dla mnie niedobre … dużo radości … siostry bardzo zadowolone z rekolekcji … planujemy Nieszpory i Mszę …

Znowu w pełnym składzie … w czasie Mszy … kazanie … po rekolekcjach … to moje kazanie pewnie dla nich … jak katecheza w przedszkolu :P … myśl jest … ale jeszcze brakuje słów … żeby wszystko wyrazić … modlitwa wiernych … w pewnym momencie … Michael (7 lat) … modli się za wszystkich … każdego wymienia z imienia … ale zamiast don Darek … mówi … por lovito (za wilka) … :P :P :P

Po Mszy … kolacja … i wizyta gości … znajomi don Darka … Ekwadorczycy … bardzo miłe małżeństwo … przed i w czasie posiłku … standardowe un lio (zamieszanie) … ale bardzo je lubię … siostra Sandra … jak zwykle w formie … dużo żartuje … zwłaszcza z Padrecito Martin … siostry … do których się przysiadłem … zdziwione, że tyle mówię … a ja zdziwiony, że one są zdziwione … bo ja zawsze dużo mówię … otrzymujemy zaproszenie od gości na piątek … na wizytę u nich … w Mitad del Mundo …

Wraz z powrotem sióstr … zakończył się czas spokoju … co przyniesie jutro … ??? … vamos a ver (zobaczymy) …

+ JMJ

Wtorek (08.08)

Dia a dia (dzień za dniem) …

Dzisiaj mijają trzy tygodnie pobytu w Ekwadorze … leci ten czas … jeszcze trzy przede mną … wiele się dzieje … dlatego czas szybko ucieka … jak to mówią „tempus fugit a czas leci” …

Noc spokojna … pobudka wcześnie … 6.30 … modlitwy … Jutrznia … Msza … kazanie … śniadanie …

Po śniadaniu … rozmowa na fb z mamusią … muszę o niej wspomnieć … bo zaraz mi wypomni … że o rodzicielce to zapominam … nowinki z Dobromierza zebrane … z życia rodziny także … w czasie rozmowy … hermana Lenka prosi, żeby pojechać do Calderonu … hermana Rosa potrzebuje jechać do okulisty … ma duże problemy z oczami …

Wyruszamy … ekipa spora … 6 osób … ale jeszcze pod drodze do jakiegoś znajomego … ale siostra się zagadała … zapomniała … cofamy … Calderon … dzisiaj spokojnie … nie ma fiesty … siostra do lekarza z ekipą … ja z p. Asią idziemy zrobić „rozeznanie w terenie” … dwa sklepy z wyrobami z masy … bardzo ładne … i ekwadorskie … sporo wyrobów z drewna … św. Rodzina … i … szopki bożonarodzeniowe … ten asortyment sprzedaje się w Ekwadorze cały rok … różne … różniste …

Wypatrzyłem sobie rzeczy, które chciałbym sobie kupić … ale cierpliwość rzecz święta … znajdujemy kolejne sklepy … cały mini-rynek z wyrobami z masy … przedstawione różne rejony Ekwadoru … ciężko spamiętać …

W drugim sklepie … oglądamy wyroby … podchodzi sprzedawca … zachwala różne towary … w końcu pokazuje jakiś samochód … z piłkarzami … podobno jakaś znana drużyna z Ekwadoru … p. Asia idzie oglądać dalej … wywiązuje się rozmowa … sprzedawca zagorzały kibic … o polskiej reprezentacji … o transferach … o zarobkach piłkarskich … o Realu i Manchesterze (niestety Man Utd przegrał mecz o Superpuchar Europy) … trochę czasu nam to zajęło …

El mercado (targ) … zakupy owocowe … przechodzimy przez kilka innych sklepów … ekipa zmienia miejsce … idą do dentysty z Michael … my dalej „buszujemy” … aż sobie zapisałem, co chciałbym kupić … jesteśmy w jednym ze sklepów … przechodzi nasza ekipa … i rozmawia o nas … że ciężko będzie nas znaleźć … czujny Padrecito … spotkanie :P

Zakupy w supermercado (market) … wracamy … jeszcze do San Miguel … na wysokości wjazdu … jest z góry … ok. 80 km/h … „Padrecito … aqui” (Ojcze, tutaj) … woła hermana Rosa … znowu zapomniała … wjazd zamknięty … szlaban opuszczony … przed złodziejami … jeżdżą samochodami i wywożą wszystko, co się da … jedziemy do kolejnego zjazdu … komendy … aqui, alli (tutaj,tam) … mnie nic nie mówią … dla siostry znaczą wszystko … a la derecha, a la izquierda, recto … to komendy, które kierowca rozumie … trochę ciężko … jadę po swojemu … docieramy do celu … siostra szuka las carpas (dużych namiotów) … udaje się załatwić … na sobotę … jeszcze do domu Tomiris … na wzniesieniu … śliczne widoki …

Wracamy … na obiad … okazja spotkać Padre Juan Diego … wypytuje o Msze w sobotę … w czasie posiłku … rozmowa … chcemy w końcu pojechać na Pichinchę … jest pomysł na coś lepszego … ANTISANA … wulkan … ok. 5 700 m.n.p.m. … śnieg … super …


http://areasprotegidas.ambiente.gob.ec/…/reserva-ecológica-…

Decyzja podjęta … jutro wyruszamy … trzeba się przygotować … hermana Tanita będzie guia turistica (przewodniczką) … jest stąd …

Po obiedzie … czas na naukę hiszpańskiego … coraz więcej słówek … mnożą się jak grzyby po deszczu … ale jest moc … może w przyszłości coś z tego będzie … jednak zauważam, jakby małe zmęczenie językiem … mimo wszystko … nadal dla mnie to język obcy … wymaga wysiłku intelektualnego … ciągłe mówienie po hiszpańsku … ale też duża przyjemność …

Wieczorem chwila spotkania z mieszkańcami domu … rozmowa … Nieszpory … kolacja … dzisiaj szybciej idziemy spać … jutro dzień zaczyna się o 4.30 …

+ JMJ

Środa (09.08)

La cita de ciegas con Antisana (randka w ciemno z Antisaną) …

Pobudka … 4.30 … ciężko przejrzeć na oczy … ociągam się ze wstaniem … śniadanie … mamy wyjechać o 5.00 … ale „wciągnął” na „czas ekwadorski” … 5.30 … jedziemy busetą … prowadzi siostra Patricia … okazja, żeby się przespać … zajmuję ostatnie miejsce … oooo … na siedzeniu leży poduszka … super …

Droga … na początku super … ale po połowie … jedziemy jakimiś drogami lokalnymi … dziura na dziurze … i do tego jeszcze … las chapas (leżący policjanci) … po co takie ograniczniki? … ta droga to już jedna wielka chapa … jedziemy przez jakiś kamieniołom … obok kursują ciężarówki … dokąd jedziemy? … po jakimś czasie … robi się jasno … zaczynają się widoki …

Początkowo … nie robią na mnie wrażenia … zimno … i wieje … dojeżdżamy do … zamkniętego szlabanu … nikt nie wychodzi … czekamy … pojawia się pracownik parku … wjeżdżamy do Rezerwatu Antisana … specjalna wizytówka … droga lepsza … i widoki lepsze …

Dojeżdżamy do kolejnego szlabanu … zamknięty na amen … i nikogo nie ma … zawracamy … jedziemy w innym kierunku … dojeżdżamy do Laguny Antisana …

Nie mamy szczęścia … zimno … mocno wieje … i zaczyna padać … wyposażony jestem w sprzęt z Tatr … temperatura ok. 3-4 st. C … wspinamy się na punkt obserwacyjny … Lagunę widać … ale wulkan zasłonięty całkowicie … wchodzi mi się całkiem nieźle … trochę brakuje oddechu … szybciej się człowiek męczy … ale i tak „targam” do przodu … zostawiam wszystkich w tyle … wysokość 4 100 m.n.p.m. … na takiej jeszcze nie byłem … krajobrazy ładne … jak wiatr przewieje chmury … trzeba jednak przyznać … że chmury tworzą piękne kształty …

Co chwilę drogę przecinają nam … mini-króliczki … u nas się nazywają zającami … tutaj mówią el conejo (królik) … są malutkie … i bardzo … bardzo szybkie … ciężko zrobić im zdjęcie … a przebiegają przed samymi nogami …

Zaczyna mocniej padać … wytrwale idziemy … wiatr trochę rozwiewa chmury … okazja, żeby zrobić zdjęcia … coraz więcej błota … ślisko …

Obchodzimy szlak Laguny … schodzimy do strażników parku … w planie jest wulkan … nie możemy iść … nie mamy el permiso (zezwolenia) … poza tym … warunki są bardzo niesprzyjające … to nie Karkonosze … tutaj wszystko ma znaczenie … każą nam dzwonić za 2 tygodnie … jak warunki się poprawią … mój wielki zawód … bo bardzo liczyłem na to wejście …

Wracamy do auta … przemoczeni … przewiani … głodni … mały posiłek … czekamy … hermana Tanita … twierdzi, że zobaczymy wulkan …

Po jakimś czasie … wychodzę z auta … idę zrobić zdjęcia … odsłania się z chmur podnóże wulkanu … kilka zdjęć … wracam … i wtedy zauważam … lamy … ooo … sensacja … idziemy z Tomkiem i Staszkiem … zastajemy je w bardzo intymnej sytuacji … są w trakcie przekazywania życia … na łące … 4 lamy … dwie bardzo blisko … najpierw się przyglądają … potem … wychodzą na drogę … podchodzą do nas … jedna zaczepia mnie … przechodzą na drugą stronę … idę za nimi … chcę z nimi zdjęcie … trochę muszę je gonić … udaje się … jedna lama stoi na wzniesieniu … Staszek chce zrobić selfie z lamą … pozuje mu idealnie … jeszcze pyskiem stuka go w głowę … lamy wracają na swoje pastwisko … trochę śmierdzą … ale i tak są ładne … ja wracam do auta … Staszek i Tomek idą za lamami … w pewnym momencie … za bardzo je zdenerwowali … jedna chciała Staszka … opluć … :P :P :P

Czekamy w aucie … nie ma co … trzeba wracać … nie zanosi się na przejaśnienia … to nie był nasz czas … hermana Patricia prosi, żebym wracał … jedziemy wolniutko … jeszcze okazja, żeby zrobić zdjęcia … bo się ładnie przejaśniło z drugiej strony gór … i po jakimś kilometrze … no może trochę więcej … kiedy już mamy odjeżdżać … Antisana zaczyna odsłaniać swoje wdzięki … jest jak „kokietka” … zaczyna od podnóża … zatrzymujemy się … niebo robi się niebieskie … białe chmury okalają szczyt … widać coraz więcej … śnieg bieli się na graniach … piękne … cudne widoki …

Ale twarzy … nie pokazała … w końcu to pierwsza randka … i to w ciemno …

Zdjęcia … zdjęcia … zdjęcia … pięknie … ale nadal nie wiem … czy tutaj czy w Tatrach piękniej … w sumie … nie będę oceniał … wracamy … w drodze różaniec w językach …

Wyjeżdżamy z parku … niedługo potem … blokada na drodze … znowu coś się dzieje … nie … kontrola policyjna … kontrolują wszystkich … podjeżdżam … „Su licencia de manejar” (Pana uprawnienia) … daję mu dokumenty samochodu … prawo jazdy międzynarodowe i polskie … jak dobrze, że zrobiłem to międzynarodowe … po hiszpańsku czyta … na polskie patrzy … i nie wie co z nim zrobić … :P :P :P … daje drugiemu … zobaczył … obrócił … wzruszył ramionami … oddał … mówię, że z Polski … oddał dokumenty … jechać dalej …

Na marginesie … wczoraj pisałem … że nie wiem czy mogę jeździć busetą na 15 pasażerów … wygląda na to, że tak … wieczorem od siostry dowiedziałem się … że tutaj autobus zaczyna się od 25 osób …

Po jakimś czasie … w żółtych uniformach … na wzniesieniu … w la maskaras (maskach) … kto to jest? … pracownicy policji … kontrolują prędkość … robią zdjęcia … zdaje się, że ja nie przekroczyłem dozwolonej prędkości … wjeżdżam na główną trasę PanAmericany … strzałki każą zmienić pas … a przez całą długość po lewej stronie … linia ciągła … :D :D :D

Wracamy justo a tiempo (dokładnie na czas) … obiad … po obiedzie rozmowa z hermaną Lenką … o Kościele w Ekwadorze … o problemach … o sytuacji dzieciaków … i o tym, że … chciałbym tu wrócić … nie wiem, w jakim charakterze … na pewno chcę tu wrócić … uśmiech na twarzy siostry wymowny …

Chwila na odpoczynek … kładę się na łóżko … pukanie … Padre, potrzebujemy jechać do Calderonu … a nie ma nas kto zawieść … mówi siostra Sandra … jedziemy … po powrocie … drzemka … i nauka hiszpańskiego …

Nieszpory o 18.00 … w czasie modlitwy dołącza jakaś młoda dziewczyna … po Nieszporach … Don Darek przedstawia … „Szczęść Boże!” … po polsku … Polka z Przemyśla … Agnieszka … jest w podróży na południe … misjonarka … pracuje w Ekwadorze … potrzebuje noclegu … zna się z hermaną Lenką … ukradli jej telefon zaraz przed wejściem do samolotu …

Msza … po Ewangelii … zaczynam kazanie … zapominam słowa … pytam Don Darka … Agnieszka … Ojciec potrzebuje żeby tłumaczyć … no i się załamałem … aż tak źle z moim językiem :P

Kolacja … trzeba odwieźć Agnieszkę do Marianas … no to jedziemy … po drodze trzeba odebrać z Calderonu siostrę Sandrę … to odbieramy … zajeżdżamy do Marianas … a tam wszystko pozamykane … dzwonimy … nikt nie otwiera … Josipa gwiżdże … siostra Sandra szuka innego wejścia … jest drugi dzwonek … dzwonię nim … hermana Sandra … on nie działa, dwa lata tu mieszkałam i nie działał … więc teraz na pewno też nie działa … „takie rzeczy tylko w Ekwadorze” … kwitujemy z siostrą Sandrą … w końcu ktoś otwiera … pożegnanie … wracamy …

Jest po 22.00 … a jeszcze trzeba siąść do pracy … bo w Polsce czekają … za chwilę wstaną … i będą chcieli dowiedzieć się, co nowego wydarzyło się w Ekwadorze … a w czasie pracy … pisze do mnie uczeń z LB … od tak przypomniało mu się o starym katechecie … miło …

idę spać … dobrego dnia …

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS