RSS
 

Czyli o finansach

01 wrz

Misja 18

To też się nie zmieniło – czyli o finansach

Zakupy z siostrą Rosą zwykle nie nużą. Wszystko odbywa się sprawnie. Tym razem było jeszcze sprawniej. Siostra wyszła ze sklepu nic nie płacąc.
- Sprzedawcy-przyjaciele poczekają – uspokaja mnie tonem, jakby mówiła do dziecka.
Może pożyczę? – proponuję.
Nie, don Darek, nie trzeba.
Powoli zaczynam rozumieć. Na misji nie ma pieniędzy.

Tak było miesiąc temu. Mimo świadomości groźby finansowej zapaści na misji budzę się co dzień ze znośną lekkością bytu i to nie dlatego, że schudłem dobrze, ani też, że nie ode mnie zależy zakup żywności na kolejny dzień (Maestra również na sen nie narzeka). Tę znośną lekkość bytu nabyłem w parze z zaufniem. Pomogło. A jedzenie do dziś na stole się pojawia.

Zaufanie sióstr graniczy z brawurą. Nie tylko bowiem ufają one, że starczy. One wierzą, że na gościach nie wolno oszczędzać. Nie o nas, Polaków, mi teraz chodzi, choć siostry spełniają wszelkie nasze zachcianki bez mrugnięcia okiem. Mam na myśli choćby gości zaproszonych na fiestę z okazji ślubów Eli. Każdy z nich wyszedł z dużą (plastikową niestety) torbą jedzenia, bo nie było chyba śmiałków, co by zwycięsko zmierzyli się z całą zawartością swych talerzy. W związku z tym pozostałe jedzenie zabrali z sobą do domu. Warto sobie w tym momencie przypomnieć Bożą hojność, gdy po cudownym rozmnożeniu chleba na łąkach koło Betsaidy zostało jeszcze dwanaście koszy ułomków. Istnie Boska rozrzutność, implikująca potrzebę wiary w Boga hojnego, jeśli my hojnie z innymi się chcemy dzielić. Taka jest wiara sióstr, najwyraźniej.

Do przedwczoraj myślałem, że brawura sióstr wiąże się jednak jakoś z wpływami za szkołę. Siostra Lenka rozwiała moje nadzieje. Na szkole siostry (jak zawsze) tracą. Na mundurkach, na jedzeniu (ci, co mogą płacą 10 dolarów miesięcznie, ale to nie pokrywa kosztów), ale największym wydatkiem są oczywiście płace nauczycieli (500 dolarów miesięcznie x 11 nauczycieli x 12 miesięcy) Ministerstwo oświaty w zasadzie zgodziło się, że formalnie nie ma przeszkód, by to ono płaciło nauczycielom, ale nie płaci, ponieważ … nie ma pieniędzy. Czasem „profes” dostają mniej, bo Maestra nie ma z czego zapłacić.Godzą się na to, gdyż w szkołach państwowych, gdzie zarabia się około 800 USD, co jak na tutejsze warunki jest bardzo dużo (stąd może strajki nauczycieli w sąsiednim Peru?) pracy dla nich nie ma.
Skąd zatem misja ma pieniądze? – pytam.
Jakoś pieniądze zawsze się znajdują. – odpowiada s. Lenka. I ilustruje to przykładem. – Gdy zepsuła się nam buseta (pojazd na 15-30 osób) wiedziałam, że potrzebuję około 65 tysięcy dolarów na zakup w miarę nowego samochodu. Cła na towary luksusowe są u nas bardzo wysokie. Nie śmiałam o taką kwotę prosić naszych przyjaciół z charytatywnej organizacji katolickiej z Włoch – w ogóle bym nie ośmieliła się ich prosić, gdyby nie chodziło o bezpieczeństwo dowożonych przez nas do szkoły dzieci – wobec tego powiedziałam im, że potrzeba 40 tysięcy. Następnego dnia pieniądze miałam na koncie. Liczyłam na dodatkowych 15 000 USD od przyjaciół z Chorwacji, a 10 000 obiecała nam Conferencia Episcopal w Quito. Tak uzbierałabym całość. Tymczasem, gdy w rozmowie z Peterem z Monachium, rezydującym w Quito i organizującym tu przyjazdy wolontariuszek z Niemiec powiedziałam o naszym problemie, on zaproponował, że sprzeda nam swój samochód, bo takiego dużego potrzebował tylko kilka razy do roku, a sam kupi sobie coś mniejszego Obiecał jeszcze, że zwróci nam różnicę w cenie samochodów, bo mniejszy samochód miał kosztować mniej. I tak dostałyśmy prawie nową busetę – VW za jedyne 30 tysięcy.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Misja-Ekwador

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS