RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Misja-Ekwador’

Zdjęcia z Marianas

28 lip

IMGP1558

W Ekwadorze też niektórzy nie lubią marchewki…

IMGP1586

 

 

 

IMGP1595

IMGP1597

IMGP1598

IMGP1601 IMGP1655 IMGP1668

IMGP1673

Stasiek tańczący z Matheo.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

motyle i wieloryby

28 lip

W tej kolejności oglądać będziemy od jutra przyrodę Ekwadoru. Przez Mindo do Isla de la Plata nad oceanem jedziemy jutro rano, wracamy za tydzień. W związku z tym mogą się pojawić problemy z zamieszczaniem nowych wpisów, proszę się o nas nie martwić.

Dziś piękne chwile w żłobku prowadzonym przez siostry z CMO w Marianas. Pyszny obiad a potem msza w kaplicy dla sióstr, Vlatki i dla nas. A oprócz tego maluchy tańczące i śpiewające tylko dla nas. Raj dla fotografów.

Do usłyszenia wkrótce!

DS

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Lęki

27 lip

Lęk towarzyszy mi na co dzień. Cholernie niechciany towarzysz. Przeszkadza na co dzień. Powstrzymuje od działania, paraliżuje. Choć wtedy na lotnisku Fryderyka Chopina w Warszawie wręcz odwrotnie, wprawił w pośpiech. I truchtem rzuciłem się na przód kolejki, bo przegapiłem moment, kiedy mogłem wejść na pokład w swojej grupie. Wypadające z ręki dokumenty, zdziwione spojrzenia innych podróżujących i poczucie, że jednak nie zdążę, że samolot odleci beze mnie. I jak się wtedy wytłumaczę przed wszystkimi, którzy wiedzą, że lecę, którzy przekazali mi hojnie pieniądze dla sióstr, którzy czekają na wieści z misji, bo stała się ona dla nich ważna? Ale wszyscy wchodzą na pokład, overbooking w locie z Warszawy mnie nie dotyczy i kilka godzin później już spokojniej zajmuję siedzenie koło Asi, Tomka, padre Marcina i Staśka w samolocie z Frankfurtu do Kolumbii. Po drugiej stronie oceanu strachu (tej natury) już nie ma, z Bogoty do Quito dojechać można nawet autobusem. Nawet gdyby lot spóźnił się cały dzień, na misję dotrzemy.

 

Bliżej równika postać lęku się zmienia. Co u sióstr? Jak żyją? – martwię się. Czy te iście idylliczne obrazki z życia codziennego w Oyacoto, ta nieprawdopodobna rzeczywistość doświadczona przeze mnie wśród andyjskiego kurzu i brudu aż cztery lata temu przetrwała? Wiele innych pięknych dzieł nagle się kończy lub zmienia swą naturę i wtedy trudno się nimi zachwycać. I zostaje jedynie żal, że coś co było, już nie jest i tylko „pamięć w kamień wrasta” i ciąży ku przeszłości, wbrew naszemu powołaniu, choć tak jak i kamień trwa, zatem nie ginie do końca człowiecza nadzieja dotycząca jutra.

 

Rozmawiając z siostrami przez telefon nie można dowiedzieć się wiele, ich opowieści są nad wyraz skąpe, Maestra niechętnie mówi o innych siostrach, nie wiadomo zatem, jak jest. Znamy jedynie liczby de los alumnos w szkole i imiona nowych postulantek: Estefani i Tanita. O tym, że wśród sióstr nie ma już hermany Marii (przeszła do innego zgromadzenia) dowiadujemy się dopiero na dwa tygodnie przed wyjazdem z maila od Driny z Chorwacji, która właśnie wróciła z obu tak różnych Ameryk. Zatem złe wieści. I te liczby, prawie 400 uczniów do nauczenia i nakarmienia i 5000 dolarów miesięcznie na pensje dla nauczycieli, bo los autoridades nie chcą nawet z to zapłacić. Z jednej strony imponujące, ale … Pamiętam doskonale zagonione czasy, gdy szkoła liczyła „jedynie” 150 uczniów i wiem dobrze, że uczy się Indian z okolic niełatwo a pieniądz trafia do sióstr tylko dzięki ludziom dobrej woli. Lękam się o siły, o ducha misjonarek, czy potrafiły wytrwać, czy tylko automatycznie wykonują czynności do których wykonywania po prostu przywykły? Czy swoją codziennością nadal potrafią mnie zachwycić, jak piękno, o którym pisał Norwid „do pracy, praca by się zmartwychwstało”. A o to mi chodzi w tej podróży, i wcale przy tym nie czuję się egoistą.

 

Kilka dni później już wiem, że i te obawy mogę spokojnie odstawić na bok. Pewnie pojawią się znowu, gdy wrócę do domu, ale tymczasem widzę i poświadczam Wam, że żyją tu ludzie, którzy się nie zmieniają. I coraz lepiej dostrzegam skąd się bierze ich siła. Widzę je w trakcie modlitwy, w czasie Mszy św odprawianej przez padre Marcina. Zachwyca mnie ich autentyczność dialogu z Bogiem, dobra troska o niemal wszystko i wszystkich, którą niezmiernie wyrażają w modlitwie wiernych. Jako człowiek północy, męczę się proszeniem znacznie szybciej. A może bardziej niż męczę wstydzę się prosić i prosić bez końca. Siostry tu wydają się znać Boga od tej strony lepiej niż ja, one po prostu wiedzą, że On słuchaniem próśb nigdy się nie męczy. Zatem proszą za wszystkich tych, którzy je wspierają, za moją rodzinę, padre Marcina, o pokój w Wenezueli ( o dalszym świecie mało się dowiadują) za dzieci bez rodzin, za głodnych, bezdomnych, za misjonarzy, którym grozi śmierć, za chorych i cierpiących, za przyjaciół, rodzinę. Pięknie w modlitwę włącza się mieszkająca z siostrami siedmioletnia Michel, prosząc najpierw niezmiennie za swoją mamę naturalną, która ją porzuciła 5 lat temu, za wszystkie swoje w większości przyrodnie siostry i braci (taty prawdopodobnie nie zna) potem za „mamę” Rosę, która się nią najbardziej opiekuje i za pozostałe siostry z CMO. Modlitwa jest dla niej tu codziennością, w dalszym ciągu przypomina mi ona Marcelino z historii „Marcelino chleb i wino”, mimo że chuligan z niej często straszny i h. Rosa potrafi stracić do niej cierpliwość (raz Maestra uratowała przy kolacji dziewczynce skórę, a i jej nie przyszło to łatwo, h. Rosita to niezły uparciuch i człowiek pełen prawie zawsze dobrych, ale jednak wielkich emocji). Dorastając w atmosferze pełnej ufności i oddania modlitwy Michel umie rozmawiać z Bogiem, poza tym umie też czytać i malować się szminką. Przyszłość pokaże, co wychodzi jej najlepiej.

 

No ale z lękami nie koniec. Gdy dwa dni temu zaczyna mnie boleć brzuch bo przeholowałem z dietą i lekarstwem (spirytus w herbacie od padre Marcina memu żołądkowi nie pomógł, wręcz przeciwnie) pojawiają się lęki jeszcze innej natury. I przypominam sobie cierpiącego Piotra i zawstydzam się swoją niewytrwałością w cierpieniu i chorą wyobraźnią. I obiecuję sobie jeszcze bardziej pamiętać o cierpiącym Przyjacielu.

Darek

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Ks Marcin 25-26

27 lip

Wtorek (25.07)
Generalmente (ogólnie) …
Dzisiaj mija tydzień od przyjazdu … niesamowite … kiedy ten czas przeleciał ??? …
zdążyłem przyzwyczaić się do nowego miejsca … dobrze się tu czuję … zaczyna do mnie
docierać dopiero teraz, że jestem na drugiej stronie kuli ziemskiej … i tu też da się
chodzić po ziemi … nie spada się w kosmos … :P :P :P
Las compras (Zakupy) …
Poranne modlitwy … zaczęły się równo z dzwonkiem … teoretycznie – dzwonek jest na 5-
10 minut przed modlitwami … "czas ekwadorski" … "Ojcze nasz" w Quichua …
Przy śniadaniu plany … zgłaszam się do pomocy przy transporcie materiału do szycia
mundurków dla dzieciaków na nowy rok szkolny … hermana Lenka jedzie na spotkanie
… my dostarczamy materiał do szwalni … chyba z 6/7 psów na podwórku … dwa groźne
… ale zamknięte … jedziemy do supermercado (supermarketu) … próba parkowania na
małej powierzchni … pomaga mi jakiś Ekwadorczyk … twierdzi, że za złe parkowanie jest
6 punktów karnych … czyżby mieli punkty??? … mam wątpliwości … jeśli tak, to chyba
nikt już nie ma prawa jazdy … przecież każdy parkuje, jak chce … w supermercado …
szwarc, mydło i powidło … dość czysto … przypomina mi to stare Biedronki … proszek do
prania i papel higienico …
Targ owocowo-warzywny … trochę się kręcimy … trzeba spróbować nowych owoców …

nie wszystko wiadomo, jak się nazywa … nie wszystko wiemy, jak się je … koniec języka
za przewodnika … nawet udało mi się zrozumieć, co Indianki mówią … platanos
(banany), granadillos (granaty??? chyba), papaja i owoc, którego nazwy nie
zapamiętaliśmy … bardzo smaczne … nie takie, jak u nas … tanio …
Wracamy po hermane Lenkę … odbieramy nową porcję materiału do szycia … wyjazd z
fabryki – spore wyzwanie dla mnie … początkującego "ekwadorskiego" kierowcy …
Wracamy do domu … obiad … siesta … prywatna modlitwa … trzeba przywieźć Mszał,
żeby odprawić Mszę … jadę sam do kościoła … pierwsza samodzielna wyprawa :P :P :P
na środku skrzyżowania dwa samochody … jeden próbował holować drugiego … w
takich górach to la mision imposible … próbuję dostać się do kościoła … oni tu mają
zupełnie inaczej działające zamki … udaje się … w drodze powrotnej jakaś koza
przechodzi przez drogę … zwierzęta tutaj wgl nie reagują na klaksony … po powrocie
zawieszam ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej, którą przywiozłem w prezencie, w
kaplicy …
Los visitantes (goście) …
O 19.00 ma być Msza … pomysł, żeby śpiewy były po polsku … przygotowujemy pieśni …
dwie możemy śpiewać po polsku i chorwacku … wskakują na listę …
Przyjeżdżają goście … siostry z drugiego domu założonego także przez siostrę Lenkę …
wychodzę z pokoju i od razu natykam się na siostrę Maricsa … duuuża kobieta … po tym,
jak się przedstawiła i po wzroście wydaje mi się, że jest Chorwatką … jednak nie …
mieszanka Ekwadorczyka i Paragwajki … bardzo władcza … nie znosząca sprzeciwu … a
przy tym bardzo sympatyczna … prawa ręka hermany Lenki … "Padrecito habla espanol
muy bien" (Ojczulek dobrze mówi po hiszpańsku) … 100 punktów do "brawo ja" …
Nieszpory … miały zacząć się o 18.00 … 18.20 … wiadomo … jest nas dużo … przyjeżdża
Padre Juan Diego … po modlitwie Msza … pierwszy raz z Padre … jest nas sporo w kaplicy
… polskie śpiewy … połączone z chorwackimi … Ojcze nasz w Quichua … jak w Dzień
Pięćdziesiątnicy … Padre nie chce nic mówić … więc ja się męczę z kazaniem …
Po Mszy la cena (kolacja) … zbieramy się wszyscy … trochę trzeba poczekać … wspólna
modlitwa … błogosławieństwo tym razem po łacinie … hermana Lenka pyta, czy chcę
mięso, które się nazywa … Cuy (czyt. kłi) … nie mam pojęcia, co to jest … wygląda
zjadalnie … ląduje u mnie na talerzu … bardzo smaczne … po chwili dowiaduję się, co
znaczy Cuy … świnka morska … nowe doświadczenie … tutaj jedno z najbardziej
cenionych mięs … rzadko jest okazja, żeby je zjeść …
"Duża siostra" wypytuje mnie o wiele rzeczy … stwierdza, że Juan Diego to Padrecito, a ja
to Padre, mimo, że jestem pequeno (mały) … :D :D :D … siostry zapraszają do siebie …
mamy jechać do nich w czwartek …
Hermana Lenka pyta czy mógłbym jutro jechać z Padre Juna Diego do Quito …
oczywiście, że tak … "nowe przygody" … z tym człowiekiem "rozrywka" gwarantowana …
mamy tam odprawić dwie Msze … pytam czy muszę mówić kazanie … Padre stwierdza,
jak chcesz, takie 5 minut, jak w kaplicy … mówisz dobrze … esta bromeando (żartuje
sobie) … bromista (żartowniś) …
Manana (jutro) zapowiada się obiecująco …
+ JMJ
Środa (26.07)
El dia de tres Misas (dzień trzech Mszy) …
Padre mnie nie zawiódł … pobudka 5.30 … o 6.00 hermana Lenka czeka ze śniadaniem …
Padre przychodzi o 6.05 :o … jestem w szoku … wyjeżdżamy coś koło 6.20 … jedziemy do
Quito … po drodze zajeżdżamy na parafię, na której normalnie pracuje … ma 4 lata

kapłaństwa i od 3,5 roku jest proboszczem … jest tutaj, bo wszyscy chcą pracować w
Quito …
W czasie drogi brewiarz po hiszpańsku … całkiem mi to idzie … Padre jedzie swoim stylu
… mało nie wjechał w motocyklistkę … dojeżdżamy do centrum … zagadka … co będzie się
działo? … parking … o 8.00 Padre ma odprawić Mszę w kaplicy katedralnej … jest 8.05 …
"todo bien, Padrecito, no le preocupe" (wszystko dobrze, nie przejmuj się) … słyszę od
Padre … przechodzimy przez centrum historyczne Quito … przy katedrze przepiękna
kaplica … zakrystia … bardzo miła obsługa … Padre przewodniczy …
Msza … śpiewy … puszczane z komputera :D :o :o … ale ludzie śpiewają … przepisy
liturgiczne??? … hmmm w Ekwadorze chyba mają inne tłumaczenie … :P :P :P … Padre
bardzo skupiony na Mszy … tego mu nie można odebrać … po Mszy krótka adoracja …
gramolę się z Panem Jezusem, w monstrancji, na szczyt barokowego ołtarza … sporo
schodów …
Po Mszy Padre spotyka jakiegoś znajomego w kaplicy … w sumie, to co chwilę Padre
spotyka jakiegoś znajomego … prosi o błogosławieństwo … wracamy na parking …
jedziemy odebrać rzeczy dla dzieci z misji od jakiejś "donatorki" … daleko od centrum …
kuriozum … na środku skrzyżowania dwa autobusy zablokowały sobie drogę … stoimy
dwa cykle świetlne, żeby się wyrobiły … dość długo szukamy budynku, w którym
mieszka ta kobieta … w pewnym momencie … musimy zawrócić … stoimy na skrajnie
prawym pasie … trzy pasy w jedną stronę … światło czerwone … dwa gest wymienione
przez Padre z kierowcą taksówki … zawracamy … :O :O :O … przez całą szerokość ulicy …
"takie rzeczy tylko w Ekwadorze" …
Wjeżdżamy na strzeżony parking … kobieta wita nas w bramie … od razu zaczyna gadać
… bardzo płynnie udało się jej przejść do opowiadania historii swoich podróży do Polski
… cały czas stoimy w bramie … ona przy oknie samochodu … w końcu parkujemy …
jedziemy do góry windą obsługiwaną przez ochronę … bez karty bezpieczeństwa nigdzie
się nie pojedzie … mieszkanie pooootężne … trzy sypialnie … trzy łazienki … wielka
pralnia … pokoje gościnne … dwa balkony … ona sama … lat ok. 75 … syn zginął w
Afganistanie … żołnierz marines … córka w Estados Unidos (Stanach) … jest sama …
oprowadza nas po mieszkaniu … pokazuje zdjęcia, dyplomy … zrobiła doktorat … musi
być baaaardzo majętną osobą … od razu przychodzi mi do głowy porównanie tego, w
jakich warunkach żyją dzieciaki z misji … prowadzi nas do kuchni … nalewa olej na
patelnie … będzie coś robić do jedzenia … deklarujemy, że mamy za chwilę następną
Mszę … musimy wracać … nie słucha … "księża nie mogą jeść przed Mszą" … trochę mija
się z prawdą Padre … ustępuje … ofiaruje cztery duże walizki ubrań dla dzieci … ma gest
… niech Bóg wynagrodzi … pakujemy je na "pakę" camionety …
Wyjeżdżamy … jedziemy do budynku Konferencji Episkopatu Ekwadoru … tam jest
jedyny sklep, w którym mogę zrobić "kapłańskie" zakupy … dwie stuły "ekwadorskie" …
nowy nabytek … zaczepia mnie jakiś ksiądz … zaprasza na jutro na Mszę z biskupem …
jakiś ksiądz obchodzi 60 rocznicę święceń kapłańskich … Que pena! (jaka szkoda) … ale
jutro jedziemy do sióstr …
Wracamy na Mszę na 12.00 … do kaplicy wchodzimy o 11.58 … Padre stwierdza: "justo a
tiempo" (na czas) … dodaję jedno słowo … "casi" (prawie) … w zakrystii czeka ksiądz
Moises (Mojżesz) … okazuje się, że znajomy Padre z czasu studiów … przewodniczy Mszy
… odprawiam drugą … po Mszy wymieniamy kilka zdań … studiował i pracował w
Hiszpanii … w parafii koło Samosierry … zna wielu polskich studentów … dobrze ich
wspomina … co za ulga … :P :P :P … opowiada, że co roku, w rocznicę bitwy przyjeżdża
sporo Polaków … sporo ciepłych słów i zaproszenie od ks. Moisesa do parafii, na której
teraz pracuje w Ekwadorze …

Po Mszy Padre idzie do banku … zostajemy we dwóch sami … trochę zdjęć w kaplicy …
kilka zdjęć na placu … bardzo spokojnie … mały czyścibut pyta czy nie potrzeba
wyglancować obuwia … czekamy na Padre … po niedługim czasie jest … idziemy do
jakiegoś sklepu z dewocjonaliami … Padre twierdzi, że tani … mała figurka kosztuje 15
dolarów … gdzie ta taniość??? … coś się dzieje … nie słyszałem rozmowy, więc nie wiem o
co chodzi … ekspedientka i Padre stoją w ciszy … wyglądają, jakby byli na siebie obrażeni
… patrzą gdzieś przed siebie … po chwili orientuje się, że w ten sposób trwają negocjacje
… Padre chce kupić do kościoła figurę Maryi … długo, bardzo długo to trwa … w końcu się
udaje … zbił z ceny 75 dolarów … sądzę, że dużo …
Jesteśmy głodni … więc z tą figurą "pielgrzymujemy" do sklepiku z kanapkami … bardzo
smaczne … wracamy … jazda po górkach, pagórkach w Quito wymaga naprawdę wielu
umiejętności … Padre stwierdza, że im więcej jest wokół niego hałasu, tym bardziej się
koncentruje … w pewnym momencie Padre prosi, żeby go zmienić za kierownicą …
kolejne doświadczenie …
Po powrocie muszę chwilę odpocząć … potem chwila na naukę … w końcu Nieszpory … w
czasie modlitwy jest syn nauczycielki, która mieszka na misji … zasnął na stojąco w
ramionach jednej z postulantek … jest też Michael … mała Indianka, która ma swoją
mamę … ale mama nie za bardzo ma co z nią zrobić … Michael mówi mamo do hermany
Rosy … ma 7 lat … w czasie modlitwy postulantka pomyliła czytanie … zwracam jej uwagę
… tutaj wszystko komentuje się na głos i to w trakcie modlitwy … hermanita przeprasza i
się poprawia … patrzę na Michael … patrzy na mnie … składa ręce i mówi do mnie … "Dios
le page" (Bóg zapłać!) … popłakałem się ze śmiechu …
Po Nieszporach Msza … Padre poszedł do San Anity pobłogosławić mieszkanie … męczę
obecnych kazaniem … dzisiaj na Mszy, dla odmiany, jest nas mało … dużo ciszy i
skupienia …
Kolacja … okazuje się, że totalna zmiana planów ogólnych … w piątek wyjeżdżamy na
tydzień na costę (wybrzeże) …
Dzisiaj na Misji cisza zrobiła się przed 21.00 …
Ps.
W Ekwadorze wszystko jest -cito … padrecito … panecito … despacito … ale mistrzostwo
świata to dolarito (dolar) … i … Jesucito …

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Bierzmowanie

26 lip

W sobotę odbyło się bierzmowanie. Młodzież przygotowywana między innymi przez księdza Marcina przystępowała do sakramentu wystrojona jak na ślub. Stwierdziliśmy ze Staśkiem, że w sumie już wyżsi nie urosną i do ślubu mogą iść tak samo ubrani. Szczególnie, że dziewczyny mogą tutaj wychodzić za mąż od 15 lat.

IMGP1128 IMGP1195 IMGP1196

IMGP1225

IMGP1239

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Ks. Marcin

26 lip

+ JMJ

Niedziela (23.07)

Piękne marzenie – odpocząć … pobudka o 7.00 … poranne modlitwy … przy śniadaniu próba ułożenia planów … wczoraj ustaliliśmy, że razem z Padre odprawiamy o 19.00 w Oyacoto … dla mnie oznacza to, że nie muszę mówić kazania … dzisiaj zmiana planów … może odprawi się w Santa Anna … w sumie można odprawić w domu jakiejś rodziny … może lepiej w kościele … tyle samo zrozumiałem z ich rozmowy, co Szanowny Czytelnik w tej chwili … ciężko za nimi nadążyć … ostatecznie – ja o 19.00 w Oyacoto … Padre o 19.00 w Santa Anna … znaczy, że muszę coś powiedzieć …

Nie ma czasu na to, żeby się przygotować … hermana Lenka prosi mnie, żeby z siostrą Sandrą pojechać do Calderonu, bo trzeba na targu kupić owoce dla dzieci … sporo krążymy …

Po powrocie decyzja, żeby pojechać zobaczyć Lagunę w kraterze Wulkanu Cotacachi … Padre prowadzi … duża prędkość … głośna muzyka … jedna z dziewczyn częstuje Padre cukierkiem … i jednocześnie Padre odbiera telefon … wszystko dzieje się naraz … mam obawy czy dotrzemy w jednym kawałku …

W trakcie podróży zajeżdżamy na targ w Otavalo … w oczach mieni się od kolorów … mało ludzi … komfort w szukaniu rzeczy … koszulka, koszula z ekwadorską ornamentyką i czarne ponczo (będzie pasowało do sutanny) … zakupy uważam za udane … ale jeszcze nie kompletne … w planie jest powrót na targ … przy straganie z koszulami na koniec wychodzi na jaw, że jestem Padrecito … kobieta prosi mnie o błogosławieństwo po polsku …

Wulkan Cotacachi … cudowne miejsce … wygasły wulkan, w którym po erupcji z roztopionego śniegu powstało jezioro, nazwane Cuicocha … nie mogę się napatrzyć … góry tutaj są zupełnie inne … trochę przypominają Tatry Zachodnie (Grześ, Rakoń, Wołowiec) … ale są o wiele, wiele, wiele większe … i nie wiem czy piękniejsze … 

Padre Juan Diego zabiera nas do wodospadu … piękny las … wysokie drzewa … trochę przypomina to dżunglę … zielono … sporo Indian mówiących w Quichua … wracam jako kierowca … presja pasażerów chyba zadziałała na Padre … sam proponuje, żebym jechał …

Wracamy zaraz przed Mszą … krótkie przygotowanie … wyjście na Mszę … oczywiście, że Msza się nie zaczęła o 19.00 … o tej godzinie nikogo nie było w kościele … zaczynamy coś koło 19.15 … czas „ekwadorski” … pierwsza Msza dla ludzi z puebla … nie ma ich za dużo … z wczorajszego bierzmowania cztery osoby … kazanie krótkie, ale na koniec pytam, czy coś zrozumieli … kiwają z uśmiechem, że tak … znak pokoju bardzo wylewny … wszyscy się ściskają … Padrecito także … starsza Indianka dziękuje mi, że przyjechałem do ich kraju … po Mszy podchodzą do mnie ludzie … dziękują za Mszę … wracamy do domu … po całym dniu jesteśmy mocno spragnieni … to może piwo … czemu nie, ale wszystko jest zamknięte … sklep jest dwie minuty stąd mówi jedna z dziewczyn … prowadzi … sklep zamknięty … jedno „Hola” i właściciel się pojawia z kluczami … zimne piwo … hmmmm …

Na jutro nie ma planów … i to mnie niepokoi …

 

 

+ JMJ

Kilka myśli ogólnych …

1. Equador … znaczy równik … będąc w La Midad del Mundo przekroczyłem równik … pierwszy raz byłem po drugiej stronie kuli ziemskiej … w sensie na jej południu …

państwo biedne … ludzie żyją bardzo skromnie … oczywiście zdarzają się bogaci … widać po samochodach … większość jest uboga lub bardzo uboga … część ludzi żyje w dżungli … do misji przyjeżdzają dzieci, które żyją w dżungli …

2. La clima … Klimat … sucho … przez to mucho polvo (dużo kurzu) … jest wszędzie … nie da się wyczyścić niczego … można się próbować chronić … wilgotność nie jest duża przez to upały, nawet jeśli są, to nie są dokuczliwe … oczywiście temperatura nie jest wysoka z powodu wysokości … ok. 2800 m.n.p.m. … 20-25 st.C… noce zimne … nieraz bardzo zimne … ale to pomaga …

3. Las montanas … Góry … są przepiękne … potężne … ciągną się wszędzie … większość porośnięta zielenią … nie mogę się napatrzeć …

4. San Francisco … mieszkamy w San Francisco de Oyacoto … niewielkie pueblo zaraz przy Quito … zasadniczo miasteczka wokół stolicy nie mają jakiś wyraźnych granic … jak na Śląsku …

5. La comida … Jedzenie … bardzo pyszne … gotują dwie postulantki i wolontariuszka z Chorwacji … muy rico (bardzo dobre) … ryż jest wszechobecny … mięsa dużo nie jedzą … nieraz nie pytam, co to jest … wolę nie wiedzieć … ważne, że smaczne … :P

6. Los perros … Psy … są wszędzie … demasiado (aż nadto) … chodzą bandami … „psie gangi” … pojawiają się nagle i otaczają człowieka czekając, że może uda się coś zjeść … kotów nie widać … podobno są w domach …

7. El trafico … ruch uliczny … wariaci za kierownicą … udaje mi się jakoś w tym odnaleźć … :P :P :P

8. Los habitantes … Mieszkańcy … duża rozmaitość w narodzie … są Metysi (mieszanka Indian i Białych) … sporo Murzynów (potomkowie przywiezionych z Afryki niewolników do pracy przy trzcinie cukrowej) … Indianie … dużo twarzy typowo indiańskich … zdarzają się także mieszanki z Azjatami … są też biali Ekwadorczycy … choć trudniej ich spotkać … bardzo uprzejmi … otwarci … uśmiechnięci …

9. „El tiempo de Equador” … „Ekwadorski czas” … przesunięcie wg zegara to siedem godzin do tyłu (w stosunku do Polski) … ale w rzeczywistości człowiek nie jest w stanie ogarnąć wg jakiego zegarka oni funkcjonują … raz spóźnieni … innym razem dużo wcześniej … justo a tiempo (na czas) … wgl nie funkcjonuje …

10. La Evangelizacion … trudna sprawa … wierzą, ale bez jakiegoś pogłębienia … ale jak wierzą to na całego … różańce zawieszone na szyi to zwyczaj oznaczający głęboką wiarę … Chrystus na krzyżu ma bardzo dużo krwi … jakie oburzenie byłoby w Europie … zbyt brutalne … figury ubrane w prawdziwe rzeczy … święci przedstawiani inaczej niż w Europie (np. Św. Franciszek w sombrero i z czaszką w ręku) … księży mało … sporo katechistów … starają się coś robić z młodzieżą …

11. Los peligros … Niebezpieczeństwa …

- el terremoto … trzęsienia ziemi … zdarzają się dość często … obok naszej Misji potężna rozpadlina po jednym z trzęsień ziemi …

- el viento … wiatr … potrafi wiać bardzo, bardzo mocno … od kiedy jesteśmy wieje cały czas … nie mocno … to pomaga w funkcjonowaniu, ale przynosi mnóstwo kurzu …

- las drogas … narkotyki … coraz popularniejsze wśród młodzieży … przyjeżdżają z Kolumbii … mówią, że teraz to już plaga …

- la prostitucion … prostytucja … coraz większe zagrożenie, zwłaszcza dla młodych … sprawa nie dotyczy tylko dziewcząt, ale także chłopców (coraz więcej) …

- los secuestros … porwania … w największym mieście Ekwadoru porywają dzieci na narządy … wiadomość, którą otrzymaliśmy w czasie pobytu … na szczęście przez planowaną podróżą do tego portowego miasta …

- los ladrones … złodzieje … tak jak w Polsce … trzeba mieć się na baczności …

Może tyle na razie …

 

+ JMJ

Poniedziałek (24.07)

Tranquilamente (spokojnie) …

Dzisiaj spokojniej … choć nie bez wrażeń … rano Msza … według „czasu ekwadorskiego” … dzisiaj jednak zadziałało to w drugą stronę … modlitwa brewiarzowa miała się zacząć o 6.30 … zaczęła się o 6.15 … więc się spóźniłem …

Śniadanie … bez konkretów … okazja do zagospodarowania dnia … postanawiam posprzątać pokój … po 6 dniach jest mnóstwo kurzu i piasku w pokoju … nie ma dużo sprzątania … znajduję czas na to, by trochę napisać na grupie na fb :P … trzeba zrobić pranie … pralka sporo zdezelowana … Eva uczy mnie sztuczek, żeby dobrze się wyprało … pierwsze pranie … pralnia jest koło zagrody ze świniami … zapomniałem wspomnieć, że są na misji … podobnie jak kaczki i kury, które żyją obok świń … i obok królików … misja pełną „gębą” …

Nowe postanowienie … uzupełniam słownictwo poprzez naukę słownictwa z Ewangelii, z pierwszego czytania … dużo nowych słów … niektóre ciężko zapamiętać … wytrwale walczę …

Obiad … po obiedzie okazja do prywatnej nauki … modlitwa prywatna … zachodzę do kuchni … dziewczyny z Chorwacji przygotowują razem z p. Joasią rogaliki … przepis chorwacki … najpierw pomagam językiem … czyli „zabawiam” gadką … potem pomagam zanurzając je w słodkiej wodzie … na koniec pomagam najbardziej … jedząc … ricisimo (przepyszne) …

w czasie pracy Eva pyta mnie o koszulkę … na koszulce mjr Hieronim Dekutowski … próbuję wyjaśnić … Eva wie kim byli komuniści i co robili …

Wychodząc z kuchni spotykam siostrę Lenkę … zaczepia mnie pytając o koszulkę … rozmawialiśmy ok. 30 minut … opowiadałem jej o Żołnierzach Wyklętych … nie podejrzewałem siebie, że tyle umiem powiedzieć po hiszpańsku o moich Bohaterach …

Nieszpory … poszedłem na modlitwę … siostra wywołuje mnie ponieważ jedziemy do Świętej Anny … jak wspominałem, trwa nowenna przed jej świętem … niedaleko przed domem, do którego mamy wejść otacza nas gromada psów … zaczynają szczekać i podbiegać do nas … jeden ugryzł p. Joasię … na szczęście rozdarł tylko spodnie … do tej pory spotykaliśmy tylko psy łagodne …

Wchodzimy do jednego z domów … tutaj znajduje się figura św. Anny … mieszkanie bardzo skromne … chociaż podobno to i tak było „na bogato” … na podłodze jakaś krótka wykładzina … reszta beton … mała dziewczynka biega boso … chłopiec (1,5 roku) mocno „usmarowany” jakimś jedzeniem przygląda nam się bardzo uważnie … dziewczynka zaczyna wygłupiać się z Evą … to jej uczennica … czekamy na hermanę Sandrę … dziewczynka zaczyna mnie zaczepiać … chwilę się wygłupiamy … przychodzi rodzina, która przyjmuje dzisiaj figurę …

Chwila czekania … pojawia się siostra … chwilę się modlimy … błogosławię dom … na figurze zawieszony różaniec … procesja ze śpiewem … na początku figura … za nią osoba sypiąca kwiaty na figurę … śpiewamy … droga krótka … w nowym domu … tak samo skromnie … mam wrażenie, że przyjmują nas w garażu …

Sporo osób … są młodsi i starsi … także osoby w średnim wieku …

Ewangelizacja … hermana Sandra rozpoczyna od zabaw ruchowych … wszyscy biorą udział … takie zabawy robimy z dziećmi na Balu Wszystkich Świętych … katecheza … oni są tylko ochrzczeni … dopiero teraz przekonuję się, że ci ludzie nie wiedzą prawie nic … siostra posługuje się opowiadaniem … o człowieku, który był dobry i dużo dobra robił … miał sen … chciał ofiarować Maryi swoje dobre uczynki jako owoce w koszu … ale na stole był brudny obrus … Maryja nie chciała tego przyjąć, bo owoce są piękne, ale obrus jest bardzo brudny … owoce to dobre czyny, obrus to brudne serce bez spowiedzi … rozmowa z ludźmi … problemy z tym, żeby odpowiedzieć na pytanie, co trzeba zrobić, jak się ma brudne serce … na takim poziomie i za pomocą takich słów rozmawiam z dziećmi z 2 klasy podstawówki … tutaj tak mówi się do dorosłych …

Znowu zabawy ruchowe … bardzo im się to podoba … psy oczywiście też nam towarzyszą … te są spokojne … nad wyraz … dzieciaki maltretują je niemiłosiernie … dziewczynka mnie znowu zaczepia … modlimy się dziesiątką różańca … znają podstawowe modlitwy … rozważamy tajemnicę pierwszą radosną … anioł przychodzi do Maryi … siostra wyjaśnia tajemnicę … porównuje nas do aniołów, które ich odwiedzają … :D :P

Poczęstunek … gorący napój … właścicielka powiedziała „cafe” … kawy to na pewno w niczym nie przypominało … coś w rodzaju kakao, ale zalane wodą … smak … mocno plastikowy … kubki duże … seniora roznosi przygotowane bułki … częstowanie „z ręki” … ona podaje nam bułkę … nie można odmówić …

Błogosławieństwo … uścisk dłoni z każdym … niektórzy mnie rozpoznają z Mszy w kościele św. Anity … wracamy … niesamowity widok … z góry, na którą musieliśmy się wydrapać widać Quito … kilka domów jest w … no właśnie … wydaje się, że to dym unoszący się z kominów … ale tutaj w domach nie ma pieców … to są chmury … kilka domów jest w chmurze … niesamowity widok … żałuję, że nie wziąłem aparatu, ani telefonu …

Kolejny dzień za nami …

Buenas noches! (Dobranoc)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

zapowiedziane zdjęcia

25 lip

Poniższe zdjęcia są z przedwczorajszej wycieczki na targ w Otavalo; nie podjęliśmy próby wspięcia się na Pichinchę, ponieważ siostry uznały, ze nie jesteśmy jeszcze dość dobrze zaaklimatyzowani. Zamiast tego przeszliśmy się spacerkiem po rezerwacie – lesie eukaliptusowym. IMGP1456 IMGP1461

IMGP1463

IMGP1470

IMGP1517

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Ks. Marcin

24 lip

Młodzi ćwiczą podchodzenie do biskupa w czasie bierzmowania … w pewnym momencie podchodzi chłopak …
Ja: La paz sea con tigo! (pokój z tobą)
On: Y con tu espiritu santo (i z twoim duchem świętym)
Mówię mu, że nie tak, że bez słowa „świętym” – kiwa głową, że rozumie … więc powtarzamy … Y con tu espiritu santo … sytuacja się powtarza przynajmniej 5 razy … podchodzi siostra mówi do niego to samo … brak poprawy … nie umiał zrozumieć, dlaczego mój duch nie jest święty … dopiero jak powiedziałem „Tienes que decir – y con tu espiritu – y nada mas, sin „santo” (Musisz powiedzieć – i z duchem twoim – i nic więcej, bez „santo”) – w końcu zrozumiał :D
Po powrocie podeszła do mnie siostra Rosa, która prowadzi przygotowania. „Padrecito, puede Usted confesar manana?” (czy mógłby ksiądz spowiadać jutro – chodzi o młodzież). Mam nadzieję, że żartowała …

+ JMJ
Czwartek (20.07)
Spóźniona Msza …
Dzień zaczynam z przytupem. Nie dogadaliśmy się z siostrą Lenką co do godziny Mszy, więc się spóźniłem (jasne, beze mnie nie zaczną), ale człowiek zaspany trochę, wczoraj nie miał okazji, żeby chociaż tekst Ewangelii zobaczyć… Na spontana w imię Pana …
Ci ludzie nie są może głęboko wyedukowani religijnie, ale ich wiara onieśmiela, płynie z serca, jest szczera i bardzo prosta, a przez to śliczna. Śpiewy są piękne … powoli się ich uczymy …
Znowu usiedli po Ewangelii, więc znowu zupełnie improwizowane kazanie … zrozumieli.
La midad del mundo …
Po śniadaniu hermana Patricia zabiera nas do punktu, który uważa się za środek/połowę świata. Przy wjeździe tabliczka z napisem „El corazon del mundo” (Serce świata). Zwiedzamy muzeum – szału nie ma, ale jest piękny zegar słoneczny i linie wyznaczjące pory roku, miesiące – po których nie da się przejść prosto z zamkniętymi oczami… Człowiek czuje się jak pijany… a jajko stoi na swoim „czubku”.
Potem krater wulkanu, w którym mieszkają ludzie …
Minęło półtora dnia i dzieje się dużo, bardzo dużo …

Czwartek cd…
La Confesion …
Okazało się, że siostra nie żartowała z tą spowiedzią …
Ale po kolei …
Wieczorem pierwsza okazja do odprawienia Mszy Świętej dla ludzi z puebla (miejscowości), w kościele św. Anny (dla nich Santa Ana, ale mówią Santa Anita). Nie wiem, czy coś zrozumieli z tego co mówiłem na kazaniu … hermana Lenka twierdzi, że dotarło …
Po Mszy hermana Lenka stwierdza, że jedziemy do Oyacoto, żeby zobaczyć czy ojciec Juan Diego ma jeszcze dużo osób do spowiedzi przed bierzmowaniem …
Kolejka ciągnęła się przez cały kościół …
Pierwsza spowiedź po hiszpańsku … Ojcze ratuj swoją łaską … dwie godziny spowiadania ok. 20 osób, przede wszystkim starsi (łatwiej ich spowiadać) … na koniec przychodzą młodzi (dużo trudniej) – przychodzą z różnymi, nieraz naprawdę poważnymi problemami i trzeba im coś powiedzieć …
Padre Juan Diego powiedział mi przed spowiedzią, że nie mam się co bać, wysłuchać co mówią, rozgrzeszyć i adios …
nie dało się tak …
Chrzest bojowy na misjach zaliczony …
Wracamy po 22.00 do domu, kolacja i spać, nie ma kłopotów z zaśnięciem …
+ JMJ
Piątek (21.07)
Polskie akcenty …
Poranna Msza oczywiście z kazaniem … po Mszy wyjazd z Padre Juan Diego … jedziemy do centrum Quito … spory ruch, ale w tym kraju przepisy ruchu drogowego to czysta teoria … wątpię, żeby ktoś wgl je znał … Padre jeździ agresywnie (przy czym słowo agresywnie to najdelikatniejsze słowo jakie znalazłem) … uczę się od niego :P (przyda się) … jedziemy do kościoła Niepokalanego Poczęcia N.M.P. (La Concepsion Inmaculada Maria Virgen), w którym niesamowite … w kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu w centrum wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej … :D
Przejazd do bazyliki … przepiękny kościół … wchodzimy na dwie wieże bazyliki … wejście na pierwszą – bardzo niebezpieczne – schody niemalże pionowe i mało zabezpieczone … przechodzimy po kładce nad sklepieniem bazyliki … i wtedy wypadają mi moje okulary – te czerwone, ulubione, prezentowane na tylu zdjęciach z gór … ale na szczęście znalazł się bohater, Tomek, uczestnik naszej wyprawy, który je wyciągnął … na wieżach piękne widoki …
Przygotowania do bierzmowania …
Wracamy do domu na obiad … w drodze Padre Juan Diego bardzo często używa el tipo (klaksonu) … obiad i w czasie obiadu, jak zwykle próba ustalenia jakiś planów … w ciągu pięciu minut plany zmieniają się kilkukrotnie … decyzja – hermana Rosa jedzie do Calderon’u na zakupy (w sobotę bierzmowanie, trzeba wszystko przygotować) … Padrecito Marcin może jechać jako kierowca … pierwsza wyprawa poza Oyacoto … staram się być dobrym uczniem Padre Juan Diego … klakson, gaz, hamulec … :P
Zakupy … ciężko nadążyć za hermana Rosa … jakoś ogarniamy … wracamy do kościoła, w którym trwają przygotowania do bierzmowania …
Bierzmowanie JUTRO o 12.00 – pada decyzja – trzeba pomalować zakrystię … jest godzina 17.00 … to co normalnie przygotowuje się na 2/3 miesiące przed oni przygotowują na tydzień, to co na tydzień przed – oni na 2 dni, to co na 2 dni przed – oni w „przednoc” …
Im się nigdzie nie śpieszy … i chyba dzięki temu żyją mniej zestresowani …
Czyszczę krzyż w prezbiterium, pomagam przy napisach darów Ducha Świętego … jest godzina 21.00, a wszystko daleko w polu … w kościele fiesta … muzyka na fula, chodzą gadają, mają czas …

+ JMJ
Sobota (22.07)
La Confirmacion (Bierzmowanie)
Rano Msza jak zwykle … tzn. planowana na g. 6.30 zaczyna się według „czasu ekwadorskiego” ok 6.45 … kazanie … na moich kazaniach nie da się spać … uważnie muszą słuchać, żeby zrozumieć, co chcę im powiedzieć i ewentualnie mnie poprawić (dwa razy się zdarzyło, że mnie poprawili – naprawdę urocze – kazania dialogowane) … siostry stwierdziły dzisiaj, że rozumieją …
Po Mszy niespodzianka … w nocy przyjechali jacyś ludzie, nie do końca mogę zrozumieć skąd oni są, tak czy inaczej nocują na misji … podchodzi do mnie jakiś starszy mężczyzna i pyta czy nie mógłbym pomóc przy spowiedzi, bo jest ich trochę … 130 osób … :D :D :D … spowiedź o 20.00 …
Przygotowania do wyjazdu na Mszę o 12.00 … pierwsza informacja – wyjeżdżamy o 11.00 lub chwilę po … wyjechaliśmy o 11.45 … „czas ekwadorski”
Kościół pięknie przygotowany … dzieciaki elegancko ubrane … bierzmowania udziela wikariusz biskupi …
Msza niby jak nasza, ale jednak nie jak nasza … dużo spontaniczności … zazwyczaj człowiek się stresuje, kiedy uczestniczy w takich podniosłych uroczystościach … tutaj wgl nie odczuwam stresu … niesamowity szacunek do księdza, a jednocześnie wszyscy mnie zaczepiają chociażby, żeby powiedzieć „Como estas?” (jak się czujesz?) … zaczynamy Mszę … tylko wikariusz biskupi i ja … w czasie psalmu dokładnie kiedy śpiewamy słowa „Envia, Senor, tu Espiritu para renovar la faz de tierra” (Poślij, Panie, swego Ducha, aby odnowić oblicze ziemi) spada powieszony nade mną gołąb symbolizujący Ducha Świętego … no to posłał … :P … czytam Ewangelię mimo, że widzę ją pierwszy raz … jeszcze dzisiaj rano przygotowywałem inny tekst Ewangelii … to się zmienia muy rapido (bardzo szybko) … jak wszystko w Ekwadorze …(po Mszy jedna sióstr mówi mi, że wszyscy byli zdziwieni, że biały ksiądz czytał Ewangelię po hiszpańsku) …
Długie kazanie … rozumiem, bo dokładnie to samo mówię moim kandydatom do bierzmowania :P :P :P … bierzmowanie … dialog przed bierzmowaniem bardzo żywiołowy … ksiądz każe im mówić głośniej, krzyczeć, kiedy wyznają swoją wiarę … zero dystansu między księdzem a wiernymi … w czasie sakramentu padrino (świadek bierzmowania) obejmuje hijado (bierzmowanego) za ramię … podaje jego imię … po bierzmowaniu przytula … wiadomo – dziewczynom przychodzi to łatwiej, faceci trochę z dystansem … pieśni się śpiewa klaszcząc … psy, których jest tutaj baaaardzo dużo też przychodzą na Mszę … nikogo to nie dziwi … łażą sobie po kościele … Boże stworzenia …
Ksiądz odprawia Mszę z głowy … nie nadążam wypowiadać za nim słów … zwłaszcza, że je trochę zmienia … :D
Po Komunii od razu błogosławieństwo … zero podziękowań, kwiatów itd. … jestem zdziwiony …
Podziękowania zaczęły się po Mszy … każda siostra otrzymała prezent od rodziców bierzmowanych … wielkie torby un regalo (prezent) … każdy katechista, który pomagał w przygotowaniach tak samo, un regalo grande …
W czasie podziękowań siedzę koło Padre Juan Diego … „chcesz ochrzcić dziecko?” – pada pytanie … „teraz?” … „si, ahorita … (tak, w tej chwili) … moja mina chyba była dla niego czytelna …
Po podziękowaniach … fiesta w kościele … każdy robi zdjęcia … wydawało mi się, że u nas zachowują się głośno po Mszy jak robią zdjęcia przy szopce bożonarodzeniowej … to jest nic w porównaniu do Ekwadoru …
W między czasie Padre ubrany w ornat wychodzi do chrztu … muszę to zobaczyć … czuję, że coś się stanie … nie myliłem się … chrzest trwa ok 3 minut … przychodzi siostra ze świecą … staje koło dziecka … matka dziecka ma długie włosy … pochyla się do chrztu dziecka … i … zapalają się jej włosy … szybko gaszą … wiele radości po chrzcie …
Czekam na siostry … w kościele fiesta … podchodzi Padre … na początku nie wiem o co mu chodzi, mówi coś o chłopcu do bierzmowania, że na podwórku był i … w końcu hermana Sandra wyjaśnia … fotograf był na podwórku i nie zdążył zrobić zdjęcia jak przyjmuje Komunię … przynoszą ornat … mam się ubrać i pozować do zdjęcia jak udzielam im Komunii … „estas cosas solo en Equador” (takie rzeczy tylko w Ekwadorze) – mówi do mnie hermana Sandra …
Ja też otrzymuję un regalo … Biblia po hiszpańsku i rytuał sakramentów po hiszpańsku … od Padre Juan Diego …
Pytanie hermany Lenki już padło, któregoś dnia … „Nie chciałby Padrecito przyjechać tutaj na stałe???” … „Tengo que pensarlo” (Muszę to przemyśleć) …
Obiad … rozmowa … w pewnym momencie mówimy o słowach dotyczących spóźnienia … „estoy atrasado” (jestem spóźniony) … pytam, czy w Ekwadorze używa się tego zwrotu … „to moje drugie imię” – odpowiada Padre Juan Diego … :D :D :D
Pytam Padre o spowiedź … zaczynamy o 20.00 … vale (dobrze), ilu księży będzie? … „nas dwóch …” – odpowiada padre … na 130 osób … „po 60 na głowę” – stwierdza Padre rubasznie się śmiejąc … mam nadzieję, że to żart … chociaż poprzedni żart stał się prawdą …

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

23 lip

Ponieważ jest już czwarty dzień naszego pobytu na misji, stwierdzem, że czas najwyższy brać się za bloga, szczególnie, że jest o czym pisać.

Sądzę, że będzie najlepiej jeśli zacznę od ogólnego spojrzennia na Ekwador i siostry, a dopiero potem zacznę opisywać nasze życie i działania.

Chyba spodziewałem się nieco innego Ekwadoru, bo zapamiętałem ten wspaniały kraj jako miejsce spokojne i bardzo biedne, w którym ludzie są jakby bardziej pierwotni, to znaczy otwarci i szczerzy, na który wpływa nieco kultura Stanów Zjednoczonych i Europy, przyjmowana przez indian dla tworzenia iluzji bogactwa i dostatku takiego, jaki ma biały człowiek. Teraz zastaliśmy Ekwador zmierzający ku nowoczesności, między innymi poprzez potężny rozwój dróg, ale także zniszczony przez biedę, narkotyki, gangi, prostytucję.
W takim świecie siostry z misji Cristo Mistionero Orante robią swoje, to znaczy ewangelizują, prowadzą szkołe i przedszkole dla czterystu indiańskich dzieci, internat dla dwudziestki dziewczyn z selvy (dżungli n wschodzie), opiekują się mieszkańcami okolicznych wiosek.

My znaleźlismy się w tym wszystkim z chęcią pomagania i uczenia się od sióstr radości biorącej się z ofiarowania się dla innych.
Na początku przyzwyczjaliśmy się do codzienności, bo chociaż są wakacje także tutaj i szkoła nie jest czynna, to jest pełno zamieszania, bo przygotowywano młodzież do bierzmowania, które odbyło się dzisiaj ( z tej przyczyny wszędzie dookoła są fiesty, których muzykę słychać doskonale, a raczej nie skończą się do rana, ale będą kontynuowane także jutro…), parę dziewczyn z internatu przygotowywały się do egzaminów poprawkowych, załatwiane są formalności potrzebne do otworzenia nowego budynku szkolnego i tak dalej.

Ostatnio jeździmy od mitad del mundo po bazylikę w Quito. Jutro będziemy wspinać się na Pichinchę – wulkan 4794 npm.

Trochę chrzanię, wiem, le trzeba to jakoś rozruszać( mam na myślli bloga). Niedługo wrzucimy jakieś zdjęcia, będzie kolorowo i atrakcyjnie.

Cześć. T.Ś.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Pierwsze wrażenia! – ks. Marcin

22 lip

+JMJ

To był długi dzień …
Lot do Bogoty (12 godzin) – obok mnie siedzi młody Kolumbijczyk – nie mogłem odmówić sobie tego, by z nim nie porozmawiać; kilka cennych uwag na temat Bogoty i wgl tego co się dzieje w Ameryce Południowej

Minęło ponad 27 godzin i wiąż jest wtorek (18.07) … lądujemy w Bogocie, chwila czekania i najkrótszy lot do Quito – obudziłem się tylko jak dawali coś do zjedzenia

Quito – odbierają nas siostry Cristo Misionero Orante – dużo uśmiechów i dużo słów – mało rozumiem, bo mówią bardzo niewyraźnie i używają jakiś „ekwadorskich” zwrotów

 

+ JMJ

W końcu środa (19.07) …

Noc krótka (przyjechaliśmy dopiero ok 2.00 w nocy), ale bardzo intensywna …
Rano śniadanie i rekonesans miejsca …
Kilkoro dzieci, trzy wolontariuszki z Chorwacji …
Pokój za ścianą kaplicy …
Warunki – prawdziwie misyjne … żyją bardzo skromnie, w sumie brakuje to niemalże wszystkiego …

Międzynarodowo …

Zaczynam coraz bardziej rozumieć siostry. Łatwiej rozmawia się z wolontariuszkami z Chorwacji (jedna nauczyła się hiszpańskiego w 5 miesięcy – czas pobytu w Ekwadorze)

Obecnie obowiazujące języki w Misji to: hiszpański, chorwacki, polski i angielski (jak już nie ma wyjścia)

Pierwsza Msza …

Wieczorem (19.07) zbieramy się na Mszę Świętą (udaje się, że są wszyscy) – byłem przygotowany do odprawiania Mszy po hiszpańsku, ale nie do tego, żeby mówić kazanie … usiedli po Ewangelii więc nie miałem wyjścia, musiałem coś powiedzieć … zrozumieli. Siostra Lenka (założycielka Misji) nie może wyjść z podziwu, że tyle mówię po hiszpańsku.

Confirmacion …

Po Mszy pierwsza okazja, żeby prowadzić auto w Ekwadorze. W kościele oddalonym o 2 kilometry jest spotkanie młodzieży przygotowującej się do bierzmowania. Ponad 40 osób – wiek od 10 do 17-18 lat – bardzo grzeczni, ale mało zaangażowani. Co ciekawe – jestem jedną z najwyższych osób :D :P Ekwadorczycy są bardzo niscy.

Kolejna niespodzianka/wyzwanie – Padrecito (tak mnie nazywają) ma robić za biskupa, który bierzmuje … Wszystko fajnie, bo przecież od 9 lat przygotowuję młodzież do bierzmowania, ale pierwszy raz na oczy widzę teksty po hiszpańsku – ale jakoś idzie, nawet nieźle. Gorzej z powtarzaniem imion, które wybrali do bierzmowania … nie jestem w stanie powtórzyć niektórych. Imiona ze chrztu też bardzo oryginalne – Jesus, Cezar, Lila …

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 
 

  • RSS