RSS
 

sroda Elliot

16 maj

Dzisiaj zrobiliśmy małe zakupy w Calderonie, ponieważ jutro wybieramy się na Rucu Pichinche (4696 m n.p.m.). Wjeżdżamy Teleférico na wysokość ok 4000 m, gdyż nie mamy dużo czasu. Jednak na tej wysokości 700 metrów wzwyż (3,5 godziny marszu w jedną stronę) i tak wycieńcza. A jeszcze dzisiaj wrzucimy audycję, którą nagraliśmy w Radio Rodzina odnośnie wyjazdu. Hasta Luego!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Pichincha zdobyta – darek

16 maj

Zdobyta Pichincha
Szczyt zdobyty, jeden z trzech szczytow o tej nazwie. Prawie 5000 m npm, moj prezent urodzinowy sprawiony samemu sobie.
Pod teleferico, czyli wyciag, podwiozla nas h. Lenka, stamtad od wysokosci 4100 zaczynamy podejscie, ponad trzy godziny, czasem bardzo ostro, koncowka to skaly, troche jek wejscie na nasze Rysy.
Wystartowalismy ostro z grupa 5 studentek z USA, przez 6 miesiecy studiujacych w Ekwadorze. Po jakiejs godzince zaczelismy (don Darek) od nich odstawac nieco, no coz, maja juz za soba wiekszosc szczytow ekwadorskich, w tym Cotopaxi, na co dzien w Stanach tez sie wspinaja. One zajete glosna rozmowa z soba, nie specjalnie zainteresowane nami. Zatem dolaczamy do protestanta z Ekwadoru, Pabla.
Przyjezdza tu co srode i wdrapuje sie na swa ulubiona skale niedaleko od szczytu, by sie modlic. Opowiada, ze zaprzyjaznil sie z para orlow, tak je przynajmniej nazywa. I rzeczywiscie, gdy stoimy juz na jego skale modlitwy, przybywaja na wezwanie. Karmi je chlebem i miesem. Maja teraz mlode i co jakis czas zrywaja sie do lotu, znikaja za skalistym zboczem Pichinchy, by za chwile powrocic po wiecej karmy. Niezwykle przezycie, podobne do naszego zeszlorocznego spotkania z andyjskim wilkiem pod Cotopaxi. Gdy las aguilas odlatuja, Pablo rozpoczyna glosna, pelna gestykulacji i wdziecznosci modlitwe. Nawet nas w niej ujmuje. Zatem wzmocnieni modlitwa, wrazeniami, posilkiem i polgodzinnym odpoczynkiem ruszamy dalej.
Znowu spotykamy amerykanki, one juz schodza ze szczytu.
- Widzielismy orly, byly z nami na skale. – obwieszczam z duma, dyszac ciezko.
- Aha
- Mieszkamy wsrod najubozszych w Ekwadorze, niezwykle przezycie.
- Aha.
Zatem idziemy dalej, my pod gorke, a one zbiegaja do teleferico, kontynuujac wazne dla siebie tematy.
Dalej poznajemy jeszcze policjanta z Brazylii, mloda dziewczyne z Colorado polskiego pochodzenia z mezem, jeszcze jakichs amerykanow, wodoodpornosc naszego ubrania i samych siebie. Piekne przezycie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

filmik z misji

16 maj

I już pierwszy filmik! Mało obrobiony i słabe światło było, ale chcemy wam pokazać jak najwierniej, to co się tu dzieje… oraz trochę zdjęć ze słonecznego Quito gdzie wczoraj byliśmy. Niesamowity klimat miejsca!… Za busa z Calderonu do stolicy (około godzina drogi) 5 centavos od osoby! Zapomniałbym, na FB zbyt szczegółowo nie opisuje tego co się dzieję, ponieważ piszę ”Mój ws-pomnik” i opublikuję go pod koniec wyjazdu na stronie SE nie FB. Hola!  oraz trochę nowych zdjęć…

https://plus.google.com/photos/103355845632156370897/albums/5873419695028624113

Dzisiaj odpoczywamy, jest 16 i słoneczko przygrzewa!
Ciao!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Spacer po okolicy

15 maj

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Poczatek- zdj. Bo wczesniej nie bylo.

15 maj

 

Helen

Trzecioklasistki witajace nas tancami.

Drugoklasisci z piosenka

i na przerwie.

Te bialorozowe plamy to ja (z dedykacja dla mojej mamy ktora zazyczyla sobie zdj Pauli z dziecmi. Tadaam.)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Zdj robione przez dziewczyny

15 maj

Rozlewanie zupy do talerzy.

Jestesmy takie produktywne.

Chlopaki pojechaly na Pichinche i prawdopodobnie wroca z odpowiednia iloscia opowiesci stamtad, ale jak na razie wszystko idzie w miare normalnym trybem- tyle ze bez angielskiego, rzecz jasna. Ucze dziewczyny obslugi aparatu, sa bardzo zaabsorbowane do czasu gdy z drugiego konca kuchni krzyczy Magali zeby jej pomoc z garem. Proboje go sama przeniesc na podloge ale garnek jest nieszczegolnie maly wiec proboje sie przewrocic.

Magali i garnek. Szczesciem zupy nie bylo tyle i dalo sie je uratowac (Magali i zupe).

W ktoryms momencie dziewczyny cos do mnie mowia, pokazuja sciane kolo mnie. Jest wlacznik to naciskam, pewnie chca wiecej swiatla.

To byl szkolny dzwonek.

Brawo, Paula.

Ale spoko, o to im chodzilo. Tylko sie potem smialy z mojej miny.

Dzisiaj bedzie duzo wpisow. I zdjec.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

nagrania i niespodzianki

15 maj

Nagrania i niespodzianki Darek
Dzisiaj (wtorek) wieczor nagrywamy panie Quichua, Manuelite i Rosario, sasiadki siostr, ktore podarowaly im teren, na ktorym powstaly budynki misji. Sporo niespodzianek. Spiewy mocno oryginalne, ci co sluchali zeszlorocznych nagran z kosciola na naszym CD wiedza dobrze, o czym mowie. Ale nie o tym teraz. Prosimy je, by opowiedzialy o swoim zyciu. I to jest historia. Wprawdzie h. Rosa, ktora nas ta po sasiedzku zaprowadzila, twierdzi, ze jest jeszcze monton de historias tj. cala gora opowiesci, ale na razie musi nam wystarczyc to, co nastepuje.
Otoz panie te, zanim poznaly nasze misjonarki zajmowaly sie czyms, co tu sie okresla brujeria, tj czarami. Jedna z nich, jak twierdzi, prawdopodobnie padla ofiara mocniejszych czarow, bo przez ponad dwa lata (to jeszcze wymaga uscislenia) nie wstawala z lozka. Przeszla 4 operacje, ale lekarze nic nie stwierdzili i nie pomogli. Dopiero po uporczywych modlitwach h. Lenki, Maritzy i innych siostr bole ustaly. I nie wrocily.
Senora Manuelita zakochala sie powaznie w Bogu i Chrystusie. W zwiazku z tym zapragnela czytac o Nim, by lepiej Go poznac. Ale czytac nie umiala, skonczyla bowiem tylko jedna klase szkoly podstawowej. No i otrzymala dar, nagle zaczela Biblie czytac i rozumiec, po hiszpansku.
Pewnego dnia takze zdala sobie sprawe, ze potrafi spiewac. W sposob bardzo charakterystyczny, na chwale Pana. Ilez radosci sprawila tym swej mamie, ktora spokojnie odeszla z tego swiata cieszac sie darami otrzymanymi przez swa corke.
Gdy wracalismy na misje h. Rosa, odpowiadajac na moje pytania dodala, ze to sa wspaniale kobiety, pomagajace wszystkim w potrzebie. Nawet wtedy, gdy wdziecznosci za to zadnej nie otrzymuja, czasem wrecz przeciwnie. Ale to , jak mowi h. Roa, ich nie powstrzymuje. Prawdziwie doskonale uczennice swych mistrzyn, siostr z Cristo Misionero Orante. Tylko narzekaja, ze siostry zanim otworzyly szkole mialy dla nich duzo wiecej czasu. Senora Manuelita nawet skomponowala do swych slow piosenke, ktora jest skarga do h. Maritzy, ze tak rzadko ja odwiedza. Zaplaczesz, kiedy umre – spiewa dona Manuela. A my to nagrywamy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

dwa obrazki

14 maj

Obrazki

1.

Siostry Lenka i Maritza wracaja z Quito, z warsztatu, gdzie zostawily samochod do naprawy. S. Maritza  pierwsze swe kroki kieruje do kaplicy z Najswietszym Sakramentem.

Po powrocie z Canar s. Sandra, wysciskana przez las ninas otwiera drzwi kaplicy, uklonem dziekuje Bogu za opieke. Za chwile wchodza tam pozostale dwie siostry – podrozniczki.

 

2.

H. Rosa ze swa  grupa najmlodszych dzieciakow w szkole. Wczoraj z koszem pomaranczy, dzisiaj jablek. Chodza od klasy do klasy i mlodsze dzieciaki biora  owoc do reki i biegna obdarowywac swych starszych kolegow. Taka szkola dzielenia sie z innymi, od najmlodszego. Fajne.

Aha, jablka tu sa normalnie za drogie i siostry ich nie kupuja. Teraz jest pelnia sezonu i wszyscy w szkole na tansze, dostepne  jablka (i gruszki) maja duza ochote.

PS

Paula robi dzis drugi raz sok z naranjillas, przepyszne. Tyle ze poslodzila mniej, niz siostry przywykly, wiadomo, slodkie, to dobre…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Wtorek Elliot

14 maj

Dzisiaj zrobiliśmy małe zakupy w Calderonie, ponieważ jutro wybieramy się na Pichinche (4784 m n.p.m.). Wjeżdżamy Teleférico na wysokość ok 4000 m, gdyż nie mamy dużo czasu. Jednak na tej wysokości 800 metrów wzwyż (3,5 godziny marszu w jedną stronę) i tak wycieńcza. A jeszcze dzisiaj wrzucimy audycję, którą nagraliśmy w Radio Rodzina odnośnie wyjazdu. Hasta Luego!
facebook.com/skatane.ekspedycje

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 

Nadrabianie zaleglosci

13 maj

Sobota:
Wybralismy sie do Quito, pozwiedzac. Zaczelismy od jedzenia i na tym sie skonczylo.
Nikt z tego powodu nie narzekal. Znalazlo sie natomiast pare uwag dotyczacych posilku.Przyniesiony za pozno, bez smaku, mieso zylaste. I drogo.
Bez sensu.
Lody natomiast, zjedzone gdzie indziej, bardzo zadowalajace. Troche przypominajace sorbet, czyli jak nalezy, wyraznie czuc smaki.
Skonczylismy i okazalo sie ze jest akurat tyle czasu, by jeszcze skoczyc tylko do informacji i zapytac o Pichinche i juz trzeba bylo wracac. A i tak spoznilismy sie na msze w Oyacoto, polaczonej z fiesta na dzien matki- kolejna. Tanczyly dziewczyny, rozdawano ciasto (na mszy rozdawali tez matkom gozdziki i jakims cudem ja tez jednego dostalam. Hm. Potem dostal sie on Elliotowi ktory postanowil ze chce byc mama), potem pzyjechali mariaci i wyciagneli do tanca wiecej osob. Oba chlopaki daly sie zaciagnac (albo: wbiegly na srodek same, wyrywajac sie jako pierwsze), nawet ja zreszta poszlam na ostatnia piosenke. I fajnie.
Kamila i Milena wyjechaly ze swoimi matkami zaraz potem, wracaja za cztery dni.

Niedziela:
Dzisiaj na obiad ryba, oznajmiam ze bardzo dobra. Wszyscy staralismy sie wygrzebac wsrod osci jak najwiecej miesa. Elliot zdecydowal sie zjesc tez oczy (podobno dosyc twarde, wciaz mnie to zastanawia).
OK.
Gramy znowu w kosza, tym razem szczesliwie troche mniej obrazen.
Ponownie pojawila sie siostra Maritza, z tego co wiem na msze.
Ksiadz spoznil sie z pol godziny. Szczesliwie wszystko odbywa sie tu, na terenie misji i nie trzeba nigdzie czekac.

Poniedziałek:
Nie ma wody. To zaczyna sie jak dziennik czyichs ostatnich dni ale coz. Nie ma wody.
Trudno.
Wojtek i Elliot siedza w moim przedsionku i ogladaja Potop, juz ktorys dzien z rzedu. Na Pichinche mamy sie podobno wybrac w tym tygodniu, pewnie w czwartek czy cos takiego. Dzisiaj kolejne zakupy w Calderon, aczkolwiek male 8miedzy innymi pilka dla ziwczyn, mieksza niz te ktore maja). Przestalo padac i szkoda, bo pranie sie owszem wysuszy, ale upal zaczyna byc nieznosny.
Robimy sok z kupionych naranjii. Bedzie dobrze.
Przygotowuje zdj do wrzucenia, z calego dotychczasowego pobytu, powinny sie wkrotce pojawic na blogu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Misja-Ekwador

 
 

  • RSS